To rzeczywiście brzmi trochę surrealistycznie: serce owada. Człowiek ma od razu skojarzenie z czymś miękkim, rytmicznym, ukrytym głęboko w klatce piersiowej, a tymczasem u owada serce… biegnie sobie swobodnie po grzbiecie, jakby ktoś wszył mu pulsujący wężyk wzdłuż pleców. Nic dziwnego, że pan Ossowicz, pochylony nad atlasem entomologii z 1953 roku, tylko kiwa głową i mruczy „dziwny świat, dziwny”.
To jednak absolutnie prawda. Owady mają coś, co jak najbardziej można nazwać sercem, choć jego konstrukcja i filozofia działania są zupełnie inne niż u nas.

Serce na plecach, krew bez krwi i krążenie na skróty

Owady mają tak zwany układ krążenia otwarty. To znaczy, że ich „krew” (technicznie: hemolimfa) nie płynie zamkniętymi naczyniami jak u ssaków. Ona sobie krąży, dosłownie wypełniając wnętrze ciała, obmywając narządy tak, jak woda obmywa kamienie przy brzegu.
Serce jest w tej układance pompą grzbietową, długą rurą z seriami komór i zastawek, która rytmicznie zasysa hemolimfę z tyłu ciała i przepycha ją do przodu. Potem ciecz rozlewa się swobodnie i wraca ku tyłowi, poruszana ruchami mięśni i samego organizmu.
To działa. Działa od setek milionów lat, całkiem sprawnie.

Ale zaraz, jak to bez czerwonej krwi?
Owady nie przenoszą tlenu krwią. To kluczowa sprawa, która od razu tłumaczy, dlaczego ich układ krążenia może być tak „otwarty”. Tlen dociera do komórek systemem tchawek, cienkich rurek, które rozprowadzają powietrze bezpośrednio do tkanek. Hemolimfa nie musi więc nosić tlenu, a przez to nie potrzebuje naszej skomplikowanej, wysokociśnieniowej aparatury.
Pan Ossowicz uwielbia ten fragment, bo w swoich pożółkłych podręcznikach co chwila trafia na sformułowanie:
„Owady oddychają powietrzem wewnętrznym, nie krwią.”
Brzmi poetycko, a jest biologicznie precyzyjne.
Czy owad może dostać zawału?
Nie w naszym sensie. Ich serce to urządzenie niskociśnieniowe, odporne na wahnięcia, działające raczej jak pulsująca pompa do mieszania płynów niż jak delikatne, mięśniowe centrum dowodzenia. A ponieważ hemolimfa nie niesie tlenu, przerwy w jej przepływie nie powodują natychmiastowych dramatów. Owady mogą nawet na chwilę zatrzymać pracę serca (niczym jogini) i… idą dalej, żyją, jedzą, fruwają.
To dość imponujące. Mocno antyludzkie.

Dlaczego to nadal „serce”?
Bo spełnia podstawową funkcję serca: pompuje płyn ustrojowy. Mimo że działa inaczej i wygląda inaczej, pełni rolę analoga. Dlatego w literaturze naukowej bez najmniejszego oporu używa się terminu „serce owada”.
Ossowicz, który potrafi godzinami szperać w starych definicjach, przyznaje z lekkim uśmiechem:
„Nazwali to sercem, bo nic innego nie oddawało tej funkcji. I dobrze zrobili.”
W końcu owad to też zwierzę! Nie można im tego odbierać!

To, co najciekawsze: serce owada potrafi zmieniać kierunek
Mało kto o tym wie. Pompa owada nie zawsze tłoczy hemolimfę przód-tył. U wielu gatunków kierunek przepływu okresowo się odwraca. To trochę tak, jakby nasze serce co jakiś czas stwierdzało: „a teraz pompuję w drugą stronę, dla równowagi”.
Dlaczego?
Trwa dyskusja. Najpewniej chodzi o równomierne mieszanie płynów i wspomaganie termoregulacji tkanek.

Tak, owady są zwierzętami. I mają organy, tylko po swojemu
Cały układ krążenia owada pokazuje jedną prostą prawdę: to, że coś działa inaczej niż u nas, nie znaczy, że jest „mniej zwierzęce”. Owady są jak alternatywna wersja biologii, z innymi zgoła ewolucyjnymi przystosowaniami, ale z równie przemyślaną konstrukcją.
Serce owada?
Pewnie dziwne, jak gdyby na wspak, może bez krwi… ale wciąż jednak bijące serce. I Ossowicz z dumą podkreśliłby to przy kawie:
„Zwierzęta po prostu mają wiele sposobów na bycie zwierzętami.”
Jeśli intrygują Cię takie zagadnienia – poczytaj, czy owady mają mózg i czy owady odczuwają ból.
