To jedno z tych pytań, które nurtują nie tylko entomologów. Chodzi tu o ciekawość: czy tak mały organizm, z tak prostym układem nerwowym, ma w ogóle narzędzia do przeżywania czegoś, co my nazywamy bólem?
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że odpowiedź powinna być prosta. Praktyka jednak robi swoje – jak to ma zresztą w zwyczaju.
Reakcja obronna to nie to samo co ból
Owady bez wątpienia reagują na uszkodzenia ciała. Uciekną, otrzepią się, odlecą, będą próbowały zapobiec większej stracie tkanek. Ta reakcja jest realna, szybka i czasem całkiem finezyjna.
To jednak nie oznacza, że czują ból w sensie psychicznym – takim, jaki znamy z własnego doświadczenia.
W biologii rozróżniamy dwie rzeczy:
• nocycepcję – wykrywanie szkodliwego bodźca, czysto sygnałowe;
• ból – subiektywne, świadome przeżycie, wymagające złożonego mózgu.
Owady na pewno mają pierwsze. Z drugim… zaczynają się schody.
Co na to nauka?

Otóż nie wiemy na sto procent. akkolwiek dysponujemy pewnymi przesłankami!
Badacze od lat dyskutują, czy miniaturowy układ nerwowy owadów jest w stanie generować coś na kształt odczucia. Są eksperymenty, które sugerują, że owady uczą się unikania nieprzyjemnego bodźca, ale samo to nie przesądza o „bólu” (jak my to nazywamy). Komputer też unika błędu, a raczej nie cierpi.
Naukowcy analizują:
• budowę mózgu owadów – zbyt prosty na złożone emocje,
• obecność receptorów – są, ale działają „technicznie”,
• zachowania po uszkodzeniu – instynkt, nie refleksja,
• neurochemiczne ślady – brak typowych cząsteczek związanych z bólem ssaczym.
Wygląda na to, że owady raczej nie cierpią w sensie psychologicznym, ale rejestrują zagrożenie i reagują, by się nie uszkodzić. Więcej już nie potrzeba z punktu widzenia ewolucji.
Wchodzi pan Ossowicz, cały na papierowo
Mój kolega, nieoceniony pan Ossowicz, potrafi spędzić popołudnie w plątaninie starych podręczników zoologii i notatek z czasów, gdy owady opisywano z nabożną czcią. I w tej makulaturze odnajduje osobliwości: jeszcze w latach 60. i 70. XX wieku autorzy pisali ex cathedra, że „owady nie czują bólu, ponieważ nie posiadają rozwiniętej kory mózgowej”.
Proste, odważne, kategoryczne – i jak to zwykle bywa, trochę na wyrost.
Ossowicz przekłada kartki, mruczy coś o „zabawnym uproszczeniu” i pokazuje, że już wtedy niektórzy badacze zostawiali furtkę: pytanie nie brzmi „czy owady czują?”, tylko „na ile rozwinięta musi być percepcja, by nazwać ją bólem?”.
I tu trafiamy w samo sedno współczesnej dyskusji.
Czyli jak to ująć najbardziej uczciwie?
Najuczciwiej tak:
Owady rejestrują szkodliwe bodźce i reagują na nie błyskawicznie, ale nie mamy dowodów, że przeżywają ból jako świadome cierpienie.
To, co robią, przypomina raczej dobrze zoptymalizowany program obronny niż emocję.
Czy cierpią po ludzku?
Prawie na pewno nie.
Czy czują coś w rodzaju nagłego alarmu biologicznego?
Tak, i to działa bardzo sprawnie. Inaczej być nie może.
Na koniec coś od obserwatora praktycznego
Jeśli trzymasz owady w hodowli albo patrzysz na nie w terenie, łatwo zobaczyć, że nie zachowują się jak istoty noszące w sobie lęk przed bólem. Nie chronią ciała w taki sposób jak ssaki. Nie mają zachowań „ostrożnościowych”. Nie uczą się rozpoznawać sytuacji, które mogą im zaszkodzić, tak jak robią to zwierzęta kręgowe.
To raczej dynamiczne automaty życia – nie pozbawione finezji, ale pozbawione cierpienia w naszym sensie.
Zapoznaj się z pokrewnymi tematami – czy owad to zwierzę oraz czy owad ma mózg.
