Zwrot „postawić na złego konia” to dziś idiom oznaczający dokonanie złego wyboru, zainwestowanie w przegraną sprawę, powierzenie nadziei lub środków komuś, kto i tak nie odniesie sukcesu. To coś jak nietrafiona inwestycja, ale ubrane w obrazek wyścigowy.
Skąd wziął się koń w tym powiedzeniu?
Źródło jest jasne: wyścigi konne. Od XVIII wieku w Europie, a w XIX także w Polsce, były popularną formą rozrywki i hazardu. Gracze obstawiali zwycięzców, licząc na łatwy zysk. Jeżeli ktoś postawił pieniądze na konia, który okazał się słabszy, mówiło się, że „postawił na złego konia”.
Wyrażenie szybko wyszło poza język graczy i zaczęło funkcjonować metaforycznie. Już w prasie XIX wieku można znaleźć przykłady, gdzie określano tak np. nieudaną decyzję polityczną albo wspieranie nieodpowiednich sojuszników.
Użycie współczesne
Dziś „postawić na złego konia” pojawia się w najróżniejszych kontekstach:
- Polityka – kiedy ktoś wspiera kandydata, który przegrywa wybory.
- Biznes – gdy inwestycja okazuje się nietrafiona.
- Życie prywatne – np. znajomość czy związek, w którym ktoś zawiódł pokładane nadzieje.
Co ciekawe, w języku angielskim istnieje identyczny idiom: to back the wrong horse. Oznacza dokładnie to samo, co polski odpowiednik, i pochodzi z tego samego źródła – hazardu na torach wyścigowych.
No to wszystko już wiadomo. „Postawić na złego konia” to przykład powiedzenia, które wyrosło z bardzo konkretnej praktyki – gry na wyścigach – i rozrosło się w uniwersalną metaforę nietrafionego wyboru. Koń w tym wypadku nie jest symbolem majestatu ani siły (por. „mieć końskie zdrowie„, „ktoś kuty na cztery nogi”), lecz kapryśnej fortuny: raz wygrywa, raz przegrywa, a ten, kto wybrał źle, zostaje z pustymi rękami i poczuciem, że znów pomylił trop.
