W japońskiej Nagoi stoi coś, co można by nazwać spełnionym snem Leonarda da Vinci – monumentalny pomnik konny Francesca Sforzy, zrealizowany na podstawie jego projektów. To późna, współczesna realizacja wizji sprzed pięciuset lat, a jednocześnie przykład tego, jak kultura potrafi nadać nowe życie dziełom, które nigdy nie powstały.
Pomnik ten nie jest dziełem samego Leonarda, oczywiście, lecz owocem rekonstrukcji opartej na jego szkicach i badaniach nad renesansową rzeźbą. Został wykonany z brązu według projektu amerykańskiej rzeźbiarki Niny Akamu, która na przełomie XX i XXI wieku zrekonstruowała tzw. „Gran Cavallo” – gigantycznego konia planowanego dla księcia Ludovica Sforzy. Wersja w Nagoi jest jednym z odlewów tej monumentalnej formy.
Japońska reinterpretacja włoskiego mitu
To dość osobliwe, że właśnie Japonia stała się jednym z miejsc, gdzie renesansowa idea znalazła materialne ucieleśnienie. Ale jest w tym pewna logika: kultura japońska ceni precyzję, techniczną doskonałość i dążenie do formy idealnej – a przecież to właśnie Leonardo uosabiał te cechy w sztuce europejskiej.
Pomnik w Nagoi łączy w sobie zachodni monumentalizm z japońskim poczuciem harmonii. Nie ma w nim przesadnego triumfalizmu, typowego dla dziewiętnastowiecznych pomników konnych. Zamiast tego jest wyważony, niemal kontemplacyjny – jakby koń zatrzymał się w półruchu, rozważając sens swojego własnego istnienia.
Dla widza to ciekawy dysonans: z jednej strony brązowy kolos, z drugiej – duchowa cisza. W Nagoi koń Sforzy nie jest już symbolem politycznej potęgi, lecz raczej artystycznej idei, która wreszcie mogła się zmaterializować, ale w miejscu i czasie zupełnie odmiennym od zamysłu twórcy.
Cień Leonarda
Leonardo da Vinci przez lata obsesyjnie pracował nad tym projektem. Chciał stworzyć największego konia świata – nie tylko jako pomnik Francesca Sforzy, ale jako manifest ludzkiego geniuszu. W jego szkicach widać niesamowitą znajomość anatomii, dynamiki ruchu i równowagi. Nie chodziło mu o władcę na koniu, lecz o samą ideę doskonałości w ruchu, o syntezę nauki i sztuki.
Ostatecznie rzeźba konia Leonarda da Vinci nie powstała. Przynajmniej nie z jego rąk!
Pomnik w Nagoi jest więc nie tyle rekonstrukcją dawnego dzieła, ile hołdem dla tej leonardowskiej pasji – próbą przywrócenia światu nie tyle samego konia, ile jego ducha. Paradoksalnie, dopiero w Japonii, pięćset lat później, powstał pomnik, którego pierwowzór nigdy nie stanął w Mediolanie.
Ironia historii
To, że renesansowy koń Sforzy ostatecznie „narodził się” w XXI wieku w Azji, ma w sobie pewną elegancką ironię. Europa, która nie zdołała dokończyć dzieła, dziś ogląda jego replikę w Japonii – w kraju, który z niezwykłą starannością pielęgnuje idee doskonałości formy.
W Nagoi koń nie stoi już jako pomnik polityczny, lecz jako symbol przekraczania granic czasu i kultury. To pomnik niespełnienia, które w końcu znalazło swoje spełnienie – tylko gdzie indziej.

Pierwotnie prace zakończyły się na takich interesujących wprawkach.
