W polszczyźnie jest wiele powiedzeń, które brzmią na pierwszy rzut ucha dziwnie. „Mieć muchy w nosie”, „robić krecią robotę”, „puścić farbę”, „mieć końskie zdrowie„… Ale jedno z najbardziej sympatycznych brzmi: „to jego konik”. Co to właściwie znaczy i dlaczego akurat konik, a nie, powiedzmy, bocian albo wiewiórka?
Konik jako pasja
Dziś powiedzenie „czyjś konik” oznacza po prostu czyjąś pasję, hobby, ulubione zajęcie. Jeśli ktoś nieustannie wraca do fotografii, polityki, astronomii czy lepienia z wosku słoni – mówimy: „to jego konik”. Nie zawsze chodzi o formalne hobby; czasem to po prostu temat, na którym ktoś się zna i o którym może mówić godzinami.
Przykłady:
- „Historia średniowiecza to konik profesora Dezyderiusza Nowaka.”
- „Jej konikiem są podróże w miejsca, o których nikt inny nie słyszał.”
- „Naprawianie rowerów to jego konik – potrafi rozłożyć cały mechanizm z zamkniętymi oczami.”
Skąd to się wzięło?
Tu robi się ciekawie. Powiedzenie „konik” to efekt zapożyczenia – albo raczej twórczej kalki językowej – z angielskiego.
- W angielszczyźnie istnieje słowo hobby, które dziś znaczy „hobby, zainteresowanie”.
- Ale historycznie hobby było skrótem od hobby horse – „konik na kiju” (popularna zabawka dziecięca) albo mały kucyk, na którym ktoś jeździł dla rozrywki.
- Już w XVI–XVII w. w Anglii zaczęto używać słowa hobby-horse w przenośni – jako czegoś, co ktoś „ujeżdża” ciągle i wciąż, czyli swojej obsesji, ulubionej czynności.
W polszczyźnie słowo hobby się przyjęło (mamy je i dziś), ale równolegle funkcjonuje swojski, obrazowy zamiennik: „konik”.
Konik a psychologia nawyku
Nie jest to zresztą przypadek – także w dawnych polskich gwarach „konik” oznaczał nie tylko zwierzę, ale też zabawkę albo powtarzalny nawyk dziecka (np. huśtanie się czy skakanie). Widać więc, że nasza rodzima tradycja językowa była całkiem gotowa, by przyjąć taką metaforę.
Dlaczego nie „bocian” czy „żubr”?
Można zapytać: czemu akurat konik? Bo w kulturze europejskiej koń od wieków był blisko związany z człowiekiem. Koń służył do pracy, do jazdy, ale i do zabawy – zwłaszcza w formie miniaturowej zabawki dla dzieci, znane są właśnie takie kamienne czy drewniane zabawki sprzed tysiącleci! Dziś koń w powiedzeniu stracił już swoje „zwierzęce” znaczenie i stał się czystą metaforą.
Między pasją a obsesją
Warto też dodać, że określenie „konik” ma lekko ironiczny wydźwięk. Kiedy mówimy, że coś jest czyimś konikiem, często sugerujemy, że ta osoba wraca do tego tematu tak często, że inni już trochę mają tego dość. To może być zarówno sympatyczne („jego konik to muzyka dungeon synth, mógłby o tym mówić całe noce”), jak i lekko złośliwe („a, to znowu jego konik – spiski i tajne organizacje”).
Podsumowanie
„Czyjś konik” to przykład, jak język przechwytuje obraz z innej kultury, a potem oswaja go na własny sposób. Angielski hobby horse zmienił się w polskiego „konika”, a dziś nie myślimy już o patykowej zabawce, tylko o pasji, temacie, zainteresowaniu.
Można więc powiedzieć: każdy ma swojego konika. Jedni zbierają znaczki, inni oglądają nocne niebo, jeszcze inni badają relacje o istnieniu UFO w Polsce albo roztrząsają teologiczne pytania o diabła.
I może właśnie w tych naszych „konikach” widać najlepiej, kim jesteśmy – czym się pasjonujemy, co nas nakręca i co sprawia, że świat wydaje się ciekawszy.
