Strona główna » Blog » Ssaki » Reakcja flehmena
Posted in

Reakcja flehmena

Reakcja flehmena – to słowo brzmi obco, jak zaklęcie, a przecież widział je każdy, kto spędził chwilę przy koniu czy kocie. Uniesiona warga, odsłonięte zęby, grymas, który dla nas wygląda jak karykaturalny uśmiech albo złośliwe wykrzywienie pyska. Ile razy człowiek uśmiał się, patrząc na konia „śmiejącego się” w ten sposób, albo kota (także tego nieco większego, dajmy na to, tygrysa), który „robi głupie miny”? A przecież nie ma w tym ani śmiechu, ani ironii, ani kpiny. Jest coś o wiele głębszego – praca zmysłów, kontakt ze światem zapachów, do którego my, ludzie, nie mamy wstępu.

Flehmen – a co to jest?

Flehmen jest sposobem, w jaki zwierzę przenosi cząsteczki zapachowe do narządu Jacobsona – wyspecjalizowanego ośrodka chemicznego odbioru, którego my w sobie nie mamy, albo jeśli mamy, to w szczątkowej, niemal zapomnianej formie. To dla konia, jelenia, kota czy nawet żyrafy nie uśmiech, lecz inny sposób komunikacji )nie mający nic wspólnego z komizmem) otwierający drzwi do drugiej, ukrytej warstwy świata. Dzięki niemu zwierzę dowiaduje się, kto tu był, czy zostawił ślad, czy jest to samica gotowa do rozrodu, czy rywal, czy przyjaciel. My zaś widzimy tylko komiczną minę i nakładamy na nią nasz własny sytem rozumienia świata zwierząt.

To właśnie w takich momentach ujawnia się, jak bardzo antropocentryczne są nasze spojrzenia i nieodparty pociąg ku antropomorfizowaniu. Człowiek wyobraża sobie, że jeśli coś wygląda jak uśmiech, to musi nim być. Jeśli koń odsłania zęby, to na pewno drwi. Jeśli pies wzdycha, to westchnienie z nudów. W istocie jednak zwierzę nie gra w nasze gry znaczeń. Ono reaguje, tak jak ukształtowała je ewolucja, tak jak jego ciało domaga się odpowiedzi na bodźce. Flehmen nie jest więc śmiechem konia – jest jego drogą do poznania niewidzialnego.

Można by powiedzieć, że w tej reakcji tkwi jedna już z wielu lekcja dla nas: by uczyć się głębszego rozumienia innych przejawów życia niż nasze, tj. ludzkie. Nie wszystko, co przypomina nasze gesty, ma naszą treść. Zwierzę nie jest krzywym zwierciadłem człowieka, w którym odbijają się nasze emocje. Jest odrębnym bytem, który ma własne narzędzia poznania i własny język, którego często nie rozumiemy.

Może więc warto, zamiast śmiać się z „głupiej miny” konia, spróbować zobaczyć w niej powagę obrzędu, rytuału kontaktu ze światem zapachów, który dla nas pozostaje zamknięty. Flehmen nie należy do nas, tak jak i zwierzęta nie są kukiełkami naszego teatru. To one są mistrzami ciszy, mistrzami wyczuwania, mistrzami obecności. My zaś – jeśli tylko będziemy chcieli – możemy się od nich uczyć, że świat ma więcej warstw, niż dostrzegają nasze oczy.

Tak samo nie jest wcale takie pewne, że słoń płacze, nawet, jeśli z oczu ciekną mu łzy…