Jeszcze kilkanaście lat temu były wszędzie. Na przystankach, pod sklepami, w parkach i na podwórkach. Kręciły się pod nogami, czepiały się okruchów, hałasowały w krzakach. Dziś coraz częściej słyszymy: „jakoś mało tych wróbli”. I to nie jest wrażenie. W wielu miastach Europy wróbel domowy zniknął w ciągu jednego pokolenia.
Pospolity, więc niewidzialny
Wróbel domowy był tak powszechny, że przestał istnieć w naszej świadomości. Nie chroniliśmy go, bo wydawał się niezniszczalny. Nie robiliśmy mu rezerwatów, bo mieszkał obok nas. Tymczasem właśnie ta bliskość okazała się jego słabością.
Gdy zmieniło się nasze otoczenie – wróbel zaczął znikać.
Miasta, w których nie da się już gniazdować
Nowoczesne budownictwo jest dla wróbli niemal nie do przejścia. Dawne kamienice, stodoły i domy miały szczeliny, strychy, zakamarki. Dziś domy są szczelne jak termosy. Termomodernizacja, plastikowe elewacje, gładkie dachy – wszystko to oznacza jedno: brak miejsc lęgowych.
Wróbel nie potrafi przenieść się do lasu jak miejski kos. To ptak synantropijny. Bez nas nie ma gdzie żyć.
Jedzenie, które przestało istnieć
Wróble żywią się nasionami, ale pisklęta karmią owadami. A owadów dramatycznie ubywa.
Pestycydy, koszenie trawników do ziemi, chemia w rolnictwie i beton zamiast zieleni sprawiły, że w miastach i na wsiach nie ma czym wykarmić młodych. Dorosły wróbel przetrwa. Pisklę – nie.
To dlatego populacje nie utrzymają się na stałym poziomie, tylko nagle się załamują.
Kot – sąsiad, który nie zna umiaru

Dla wróbla kot domowy nie jest naturalnym drapieżnikiem. Jest drapieżnikiem nadmiarowym – utrzymywanym przez człowieka, polującym dla zabawy, działającym przez cały rok.
W miastach i wsiach zagęszczenie kotów wielokrotnie przekracza to, co w przyrodzie byłoby możliwe. Wróble gniazdują nisko, żerują na ziemi – są łatwym celem. Każdy zabity ptak to nie „jedna strata”, lecz często utracone lęgi.
Hałas, światło, brak chwastów
Do listy problemów dochodzą:
- hałas miejski, który utrudnia komunikację,
- nocne oświetlenie zaburzające rytm dobowy,
- obsesyjna walka z „chwastami”, które są źródłem nasion.
Miasto stało się czyste, równe i martwe biologicznie.
Co się stanie, jeśli wróble znikną?
Nie chodzi tylko o sentyment. Wróble:
- regulują liczebność owadów,
- są elementem łańcucha pokarmowego,
- są wskaźnikiem jakości środowiska.
Ich zniknięcie oznacza ekosystem w złym stanie. A cisza, która po nich zostaje, jest ciszą ostrzegawczą.
Co możemy zrobić – naprawdę, nie symbolicznie
Zostawmy miejsce do życia
- montujmy budki lęgowe,
- nie uszczelniajmy wszystkich szczelin „do zera”.
Oddajmy kawałek zieleni
- rzadziej kośmy trawniki,
- pozwólmy rosnąć tzw. chwastom (stanowią źródło nasion dla ptaków).

Zrezygnujmy z chemii
- mniej pestycydów = więcej owadów = więcej piskląt.
Odpowiedzialność za koty
- nie wypuszczajmy ich swobodnie w sezonie lęgowym,
- zabezpieczajmy ogrody i balkony.
Zob. ile ptaków zabijają koty.
Pomagajmy zimą, mądrze
- dokarmiajmy, ale regularnie i odpowiednim pokarmem.
Por. jak zwierzęta radzą sobie zimą.
Cisza, której jeszcze możemy uniknąć
Wróbel nie zniknie z dnia na dzień. On odchodzi po cichu, tak jak żył – blisko nas, niezauważony. Jeszcze możemy to zatrzymać. Ale tylko jeśli uznamy, że ptak, którego prawie nie zauważamy, jest wart naszej uwagi.
Bo gdy zniknie, zauważymy to natychmiast.
Po tym, że pod oknami zapanuje cisza.

Pozwólcie nam żyć!

