Regularnie, z godną podziwu konsekwencją, na forach przyrodniczych, osiedlowych i zupełnie nieprzyrodniczych pojawia się pytanie: ile ptaków zabijają koty rocznie? Padają liczby. Setki tysięcy. Miliony. W skali świata – miliardy. Ktoś zawsze ripostuje: „to niemożliwe do zmierzenia”, ktoś inny: „to propaganda”, a jeszcze ktoś: „mój kot nigdy nic nie zabił”. I w tym momencie rozmowa zazwyczaj się kończy, bo rozmówcy nie dyskutują już o ptakach, tylko o swoich emocjach.
Liczby, których nie da się policzyć – i które właśnie dlatego są groźne
Rzeczywiście – dokładne policzenie liczby ofiar jest niemożliwe. Kot nie prowadzi dziennika łowieckiego, a nawet jeśli przynosi martwe zwierzę do domu, to jest to tylko część zdobyczy. Wiemy z badań telemetrycznych i obserwacji, że większość zabitych zwierząt nigdy nie trafia na dywan. Zostają zjedzone, porzucone lub po prostu zagryzione i zostawione. Szacunki więc zawsze będą obarczone błędem. Ale to nie znaczy, że problem nie istnieje. To znaczy jedynie, że jest większy, niż nam się wydaje.
Skala lokalna ma znaczenie: ostrożne rachunki
Polska ma ok. 6–7 milionów kotów domowych.
Z tego:
- ~50–60% wychodzi na zewnątrz (regularnie lub okazjonalnie).
Badania europejskie pokazują, że kot wychodzący zabija średnio:
- 20–40 ptaków rocznie
(UWAGA: to średnia – część nie zabija nic, część zabija setki)
Proste mnożenie (bardzo zachowawcze):
- 3 mln kotów × 20 ptaków = 60 mln ptaków rocznie
- górny wariant: 100+ mln
I to jest dolna granica, bo:
- właściciele nie widzą większości zabitych zwierząt,
- koty często zabijają „dla treningu”, nie dla jedzenia.

Nie wszystko ginie po równo
Trzeba tu sformułować kolejne pytanie: czy w skali populacji ptaków i drobnych ssaków ma to znaczenie? Odpowiedź brzmi: tak – i to ogromne, zwłaszcza lokalnie.
Nie wszystkie gatunki cierpią jednakowo. Największe straty ponoszą ptaki gniazdujące nisko: w krzewach, na ziemi, w ogrodach, parkach, na obrzeżach miast. Wróble, mazurki, kosy, rudziki, sikory – gatunki, które i tak już są pod presją urbanizacji, chemizacji rolnictwa i zaniku siedlisk. Kot nie działa tu jak neutralny element ekosystemu. Jest dodatkowym, sztucznie wprowadzonym drapieżnikiem, którego zagęszczenie wielokrotnie przekracza naturalne normy.
Polecamy dramatyczną historię o krwi kaczki.
Mit selekcji naturalnej
Dlaczego „giną najsłabsze” to wygodna bajka
I tu dochodzimy do argumentu, który wraca jak bumerang: „To selekcja naturalna. Giną najsłabsze”. To brzmi ładnie, niemal darwinowsko. Problem w tym, że jest to po prostu nieprawda.
Selekcja naturalna działa wtedy, gdy presja środowiskowa jest częścią systemu, który ewoluował razem z ofiarą. Ptaki nie ewoluowały z myślą o milionach kotów domowych, dokarmianych, leczonych, rozmnażanych i chronionych przez człowieka. Kot nie jest odpowiednikiem jastrzębia czy kuny. Jest superdrapieżnikiem na kredyt, utrzymywanym przez ludzi, działającym 24 godziny na dobę, niezależnie od głodu, pory roku czy liczebności ofiar.
Co więcej, koty bardzo często nie zabijają „najsłabszych”. Zabijają młode, niedoświadczone, ptaki w okresie lęgowym, osobniki wysiadujące jaja. Zabijają przyszłe pokolenia, a nie tylko „genetyczny balast”.
„To naturalne” – czyli argument, który nie działa
Argument o „naturalności” jest szczególnie absurdalny. Kot domowy nie jest zwierzęciem dzikim. Jest gatunkiem udomowionym, globalnie rozprzestrzenionym przez człowieka. W naturze nie występuje w takich zagęszczeniach. Nie funkcjonuje w równowadze z lokalnymi ekosystemami.
Twierdzenie, że jego działalność łowiecka jest „naturalna”, jest jak twierdzenie, że wylanie betonu na łąkę też jest naturalne, bo beton składa się z minerałów.
Człowiek nie rodzi się z kotem
Jeśli twój kot morduje zwierzęta – tak naprawdę, to Ty jesteś winny tych mordów na niewinnych istotach. Masz je na sumieniu!
Odpowiedzialność zamiast usprawiedliwień
Człowiek nie rodzi się z kotem. Kot jest naszą decyzją i naszą odpowiedzialnością, nie elementem przyrody, który możemy wypuścić i umyć ręce. Jeśli decydujemy się na posiadanie drapieżnika, decydujemy się też na kontrolę jego wpływu na środowisko.
To nie jest wojna kotów z ptakami. To jest konflikt między wygodą a odpowiedzialnością.
Cisza łąk i pastwisk
Można kochać koty i jednocześnie przyznać, że puszczanie ich luzem jest szkodliwe. Można być „kociarzem” i nie udawać, że ogród to sawanna, a wróbel to antylopa, która „musiała zginąć”.
Może któregoś dnia ktoś zauważy, że wiosną jest jakoś mniej śpiewu. Ale to już będzie za późno. Przebudźcie się!

Los tej młodziutkiej sikory zdaje się przesądzony… Co wam zrobiła?

