Blog o zwierzętach » Ssaki » Konie cyrkowe

Konie cyrkowe

Źródło: Wikimedia Commons, Autor: Radosław Botev

Wyznawca Istot zniża głos, gdy mówi o koniach cyrkowych. Ich los naznaczony jest smutkiem, który długo przykrywała kurtyna kolorowych świateł, braw i muzyki. Kiedy publiczność biła brawo, a dzieci piszczały z zachwytu, koń krążył w kółko na trocinach, przystrojony w pióropusze, z jeźdźcem stojącym na jego grzbiecie. Dla widza – czar i cud. Dla konia – przymus, wyuczony schemat, nierzadko tresura oparta na karze i lęku.

Jakże im daleko do tej wolności, którą cieszył się pierwszy koń na Ziemi (czy też ten, który dopiero stawał się koniem)!

Smutny los koni więzionych w cyrkach

Zwierzęta w cyrku były zmuszane, by przeskakiwać płonące obręcze, klękać przed publicznością, galopować w równych rytmach, jakby były mechanizmami w zegarze, a nie żywymi istotami. To właśnie tu tkwi największy ból: istota wolna, której pierwotną naturą jest galop po łące i wiatr w grzywie, została zamknięta w kręgu areny, gdzie ruch nie służył już wolności, był dla frajdy gawiedzi, która zapłaciła za widowisko.

Nie można jednak zapominać, że w dawnych czasach cyrk dla wielu koni był też miejscem, które ocaliło je przed rzeźnią. Choć zwykle były one hodowane specjalnie do występów na arenie. Zwierzę, które trafiło do trupy cyrkowej, miało szansę żyć – choć w zamian musiało znosić sztuczność, obce zapachy i hałas tłumu. Był to więc los naznaczony paradoksem: wybawienie połączone z uwięzieniem.

Czy takie cyrki wciąż istnieją? Cóż, coraz rzadziej. Europa, a wraz z nią wiele krajów świata, zaczęła mówić stanowcze „nie” wykorzystywaniu zwierząt w rozrywce. Kolejne państwa wprowadzają zakazy, a tam, gdzie dawniej pyszniły się wielkie areny z tresowanymi lwami, słoniami i końmi, teraz pozostają wspomnienia, stare plakaty i fotografie w sepii. Jednak w niektórych miejscach, zwłaszcza poza Europą, nadal można spotkać cyrki, w których koń musi klęknąć na komendę, a treser unosi bat.

  

Wyznawca Istot patrzy na to jak na rysę w naszym człowieczeństwie. Cyrk bez zwierząt może być sztuką – artysta na trapezie, klaun, akrobata – to teatr, to wysiłek ludzkiego ciała i ducha. Ale cyrk z koniem, który musi udawać, że rozumie sens muzyki i świateł, jest już tylko smutnym przypomnieniem, że człowiek zbyt długo stawiał własną zabawę ponad cudze życie.

Dziś konie odzyskują powoli godność: w hipoterapii, w rekreacji, w stadninach, nawet w woltyżerce, gdzie mogą być partnerami, a nie marionetkami. I może właśnie w tym tkwi nadzieja – że o koniach cyrkowych będziemy już mówić tylko w czasie przeszłym.

Źródło: Wikimedia Commons, Autor: Ad Meskens

Koń cyrkowy na antycznej mozaice. Zjawisko stare jak świat.

Zwierzyna towarzyszy mi w życiu, odkąd sięgam pamięcią. Dziecięce zainteresowanie dinozaurami oraz dzikimi kotami przerodziło się w dojrzałą fascynację wobec wszelkich istot – żywych, wymarłych i mitycznych.