Strona główna » Blog » Ssaki » Praca, która topi serca z granitu: opiekun osieroconych pand
Posted in

Praca, która topi serca z granitu: opiekun osieroconych pand

przytulacz pand

W świecie zawodów istnieją takie, o których mówi się z lekką zazdrością i uśmiechem: tester czekolady, opiekun kotów, strażnik latarni morskiej… Ale na szczycie tej listy od lat króluje opiekun osieroconych pand (z rezerwatów) – człowiek, którego codzienność polega na przytulaniu, karmieniu i uspokajaniu małych, czarno-białych kul szczęścia.


BAMBUSOWE PRZEDSZKOLE

Najwięcej takich miejsc znajduje się w Chengdu Research Base of Giant Panda Breeding w Chinach – swoistym przedszkolu dla pand. To tu trafiają maluchy, które straciły matki lub których rodzicielki nie są w stanie się nimi zajmować (co w naturze wcale nie jest rzadkością – panda często wybiera jedno z bliźniąt, drugie zostawiając własnemu losowi).

Opiekunowie zajmują się więc karmieniem mlekiem, czesaniem futerka, czyszczeniem kojców, ale też – i to najważniejsze – dotykiem. Pandy, zwłaszcza te najmniejsze, potrzebują bliskości. Brak ciepła matki może mieć wpływ na ich zdrowie i rozwój, dlatego „panda nianie” są tak istotne.


PRZYTULANIE ZAWODOWO

I tak, to naprawdę część pracy. Ale nie wystarczy mieć „serdeczny uścisk”, jak żartują sami opiekunowie.
Wymagane są:

  • studia biologiczne lub weterynaryjne – trzeba znać fizjologię zwierząt i umieć rozpoznawać objawy chorób,
  • cierpliwość i wytrzymałość fizyczna – panda może ważyć kilkadziesiąt kilogramów, a przytulanie kilku dziennie to solidny trening,
  • umiejętność pracy w ciszy i skupieniu – pandy nie lubią hałasu i gwałtownych ruchów,
  • empatia – to najważniejsze. Zwierzęta, szczególnie młode, błyskawicznie wyczuwają emocje.

Opiekunowie noszą specjalne kombinezony z futerkiem przypominającym pandę, by maluchy nie przywiązywały się zbyt mocno do człowieka i nie miały problemu z powrotem do życia w naturze. Z zewnątrz wygląda to jak przytulne szaleństwo, w rzeczywistości to precyzyjny i wymagający proces wychowawczy.


ZAROBKI I uznanie ludzi ulicy

Kilka lat temu chińskie media pisały o „najlepszej pracy świata” – właśnie tej. Wynagrodzenie? Około 200 000 juanów rocznie (czyli w przeliczeniu ok. 120 tys. zł). Do tego darmowe zakwaterowanie, jedzenie i, jak twierdzą żartobliwie sami opiekunowie, „codzienna terapia dotykiem pandy”.

Ale nawet tam, gdzie nie ma ogromnych pieniędzy, prestiż tej pracy jest niepodważalny. Bo to zawód, który łączy naukę, troskę i coś, co trudno nazwać inaczej niż czułość.


PANDA W RAMIONACH CZŁOWIEKA

Zdarza się, że do internetu trafiają filmy, na których panda wspina się na nogi opiekuna, trzyma go za ubranie, nie chce puścić. Wygląda to jak scena z kreskówki – i nic dziwnego, że ludzie z całego świata reagują entuzjastycznie.

Ale dla opiekuna to codzienność – piękna, lecz odpowiedzialna. Bo każdy uścisk, każdy moment bliskości ma swój cel: pomóc pandzie przeżyć, nauczyć ją samodzielności, a potem – pozwolić odejść do lasu.


NIE TYLKO UŚCISK

Więc, czy wystarczy „serdeczny uścisk”?
Nie. Ale bez niego też by się nie udało.
Bo w tym zawodzie wiedza, doświadczenie i precyzja spotykają się z czymś, czego nie da się wyuczyć: prawdziwym ciepłem wobec stworzenia, które potrafi odwzajemnić przywiązanie.