Strona główna » Blog » Ptaki » Kim jest ornitolog? – odkrywamy kulisy ptasiarstwa
Posted in

Kim jest ornitolog? – odkrywamy kulisy ptasiarstwa

kim jest ornitolog

Piąta trzydzieści. Mgła wisi nad trzcinami, gdzieś w oddali słychać klangor żurawi. Na grobli stoi grupka ludzi – trochę jak sekta, trochę jak wycieczka szkolna. Każdy z lornetką, kubkiem kawy i tą samą miną: czujną, lekko zaspana, ale gotową na cud.

– Tam! – ktoś syczy. – Bąk!
Reszta zamiera. Gdzieś w trawie faktycznie poruszył się cień.

To właśnie oni. Ornitolodzy. Tylko że niekoniecznie tacy z dyplomem i grantem badawczym.


Kto tu właściwie jest naukowcem

Kiedyś ornitolog kojarzył się z kimś, kto ma dostęp do laboratorium, odczynnika i czasopisma naukowego. Dziś bywa inaczej. Często to ktoś, kto skończył kulturoznawstwo, socjologię albo po prostu lubi wstawać wcześnie i słuchać, jak odzywa się świat.

Niektórzy mają doktoraty z zoologii, inni – pojęcie o ptakach z forów internetowych i kilku tysięcy zdjęć w telefonie. Ale łączy ich to samo: obsesja na punkcie skrzydeł, śpiewu i nazw, które brzmią jak poezja – kląskawka, lerka, zaganiacz.


Nowa fala ptasiarzy

Na Facebooku mają grupy, w których licytują się, kto pierwszy w tym roku zobaczył jerzyka. Spotykają się na „zlotach”, gdzie porównują lornetki i herbaty z termosu. W terenie rozmawiają szeptem, bo każde drgnienie może spłoszyć obiekt obserwacji.

Niektórzy podchodzą do sprawy poważnie – notują wszystko: datę, godzinę, GPS, kierunek lotu. Inni bardziej emocjonalnie – po prostu cieszą się, że coś fruwa i śpiewa. A gdy wracają do miasta, czują, że przez chwilę należeli do innego świata.


Zawodowiec i amator przy jednym trzcinowym brzegu

Spotkałem kiedyś prawdziwego ornitologa z instytutu. Miał aparat za równowartość małego samochodu i lunetę, którą można by zobaczyć pierśnika na Marsie. Obok niego stał starszy pan w czapce z daszkiem, z lornetką z PRL-u.
Patrzyli na to samo gniazdo rybitw.

– Ile ich pan widzi? – zapytał naukowiec.
– Trzy – odpowiedział staruszek. – Ale jeden udaje, że go nie ma.

I tak właśnie wygląda granica między nauką a pasją – cienka jak skrzydło pliszki.


Polska szkoła terenowej cierpliwości

Ornitologia w Polsce to osobliwy świat. Trochę nauka, trochę wspólnota dziwaków z lornetkami. OTOP organizuje liczenia ptaków, parki narodowe prowadzą monitoringi, a zwykli ludzie zgłaszają swoje obserwacje ptaków do baz danych.

Czasem to wszystko przypomina grę RPG – zdobywasz „punkty” za rzadkie gatunki, wymieniasz się zdjęciami i informacjami o migracjach. Ale pod tą zabawą kryje się autentyczna troska o naturę.


Zawodowiec (ale ci się raczej nie wychylają, sławy szukają dyletanci) czy amator, młody czy stary – każdy, kto potrafi zamilknąć w trawie i czekać na ptaka, zasługuje na to miano. Nie chodzi o tytuły, tylko o wrażliwość. O to, że ktoś jeszcze chce słuchać świata, zamiast go zagłuszać.

Bo ornitolog to człowiek, który widzi to, czego inni już nie zauważają. A kiedy wraca z obserwacji, często pachnie błotem i kawą z termosu – i wygląda, jakby naprawdę wiedział coś o życiu.