„Na koń!”

Exif_JPEG_420

W dawnych opowieściach, kronikach i filmach historycznych często słyszymy zawołanie: „Na koń!”. Sienkiewicz w usta swojego bohatera włożył pamiętną frazę: „Na koń nie wsiadasz?”.

Rycerze chwytają za miecze, giermkowie biegną po siodła, a oddział rusza w drogę. Dziś taka forma może brzmieć nieco dziwnie, bo we współczesnej polszczyźnie powiedzielibyśmy raczej „na konia”. Skąd więc wzięło się to krótkie, urwane zawołanie?

Odpowiedź kryje się w historii języka.

Dawna odmiana rzeczowników

W starszych stadiach polszczyzny niektóre formy rzeczowników wyglądały nieco inaczej niż dziś. Dotyczyło to także rzeczownika koń. W pewnych konstrukcjach używano formy skróconej, która w praktyce oznaczała to samo co dzisiejsze „na konia”.

Z czasem język się uprościł i w zwykłej mowie zaczęła dominować forma bardziej regularna – właśnie „na konia”. Jednak w niektórych zwrotach utrwaliły się dawne brzmienia. Są one czymś w rodzaju językowych skamieniałości – reliktów starszej polszczyzny.

głowa konia
Autor: Wyznawca

Zawołanie wojskowe

Warto pamiętać, że „na koń!” było przede wszystkim zawołaniem rozkazującym. W sytuacji pośpiechu liczyła się krótka, mocna komenda. Takie formy łatwo się utrwalają i często zachowują archaiczne brzmienie, nawet gdy język wokół nich się zmienia.

Podobne skrócone okrzyki znamy z wielu innych sytuacji:

  • „Wsiadać!”
  • „Do broni!”
  • „Naprzód!”

„Na koń!” działało w podobny sposób – było szybkim sygnałem: wszyscy na bucefały, ruszamy!

(Zob. koń w historii„!).

Archaizm, który przetrwał w kulturze

Choć w codziennej mowie forma ta praktycznie zanikła, przetrwała w literaturze historycznej, filmach kostiumowych i opowieściach o rycerzach czy husarii. Dzięki temu brzmi dziś nieco staroświecko, ale właśnie dlatego dodaje wypowiedzi barwy i historycznego klimatu.

Można więc powiedzieć, że „na koń!” to relikt dawnej polszczyzny, który ocalał w języku, choć rzadko ma praktyczne zastosowanie.

Zwierzyna towarzyszy mi w życiu, odkąd sięgam pamięcią. Dziecięce zainteresowanie dinozaurami oraz dzikimi kotami przerodziło się w dojrzałą fascynację wobec wszelkich istot – żywych, wymarłych i mitycznych.