Są narody obdarzone przez historię etykietami, które trzymają się ich niczym rzep przy ogonie. Anglicy piją herbatę, Włosi gestykulują i jedzą makaron, Niemcy pochłaniają kiełbasę i piwo, a Francuzi… cóż, Francuzi są „żabojadami”. Problem polega na tym, że gros obywateli znad Sekwany nie tylko nie jada żab, ale wielu z nich patrzy na te bagienne stworzenia z podobną niechęcią jak Polak na ślimaka w sosie czosnkowym.
Francuzi – żabojady z przypadku?
Określenie „żabojad” powstało oczywiście w oparciu o realny zwyczaj. We Francji faktycznie jada się żabie udka, i to od dawna. Ale nie była to nigdy praktyka masowa. Raczej delikates, przysmak od święta, częściej obecny na stołach w regionach wiejskich niż w paryskich salonach. Zresztą, statystyki są bezlitosne: przeciętny Francuz zjada w ciągu roku mniej żab niż przeciętny Polak kurzych skrzydełek na jednym grillu. Mimo to stereotyp stał się tak mocny, że trudno go odczarować.
„Żabojad” brzmi jak przezwisko sympatyczne, choć nieco złośliwe. Łatwo wyobrazić sobie karikaturną scenę: Francuz w berecie, z bagietką pod pachą i kieliszkiem wina w dłoni, który z gracją macza żabie udko w sosie. Tyle że rzeczywistość jest inna. Współczesny mieszkaniec Lyonu czy Marsylii częściej wybierze stek, owoce morza albo zwykłego kurczaka. Wielu młodych Francuzów w ogóle nie próbowało żab, bo uznaje je za relikt wiejskich zwyczajów dziadków.
A jednak przezwisko żyje i ma się dobrze. Bo w gruncie rzeczy chodzi nie o kulinaria, lecz o folklor narodowych anegdot. To językowe etykiety (nie będziemy ich więcej przytaczali, żeby nie szerzyć stereotypów!), które działają jak skróty myślowe: łatwe, obrazowe, trochę kpiące, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwe.

Można więc powiedzieć, że Francuzi są żabojadami nie dlatego, że rzeczywiście codziennie sięgają po zielone płazy na obiad, lecz dlatego, że świat lubi uproszczenia. I że w naszej wyobraźni narody smakują tak, jak najłatwiej je zapamiętać: Anglia herbatą, Włochy makaronem, a Francja jadalną żabą na masełku.
Czy to sprawiedliwe? Niekoniecznie. Ale czy zabawne? Cóż, owszem. A dla samej Francji to nawet pewien rodzaj marketingu – wszak dzięki tej łatce każdy turysta jadący nad Sekwanę czuje się w obowiązku spytać w restauracji o żabie udka. I wtedy, niezależnie od tego, czy dostanie je na talerzu, czy tylko w odpowiedzi usłyszy pobłażliwy śmiech kelnera, legenda żabojadów trwa dalej.

