Kiedy ktoś mówi o jedzeniu żab, większość Polaków reaguje półuśmiechem i lekkim skrzywieniem. „To francuskie dziwactwo” – powiadają jedni. Inni natychmiast widzą przed oczami Kermita, gwiazdę „Muppet Show”. I pojawia się dylemat: czy naprawdę można z czystym sumieniem schrupać krewniaka postaci, która od dekad śpiewa, tańczy i opowiada dowcipy na ekranie? Spokojnie – Kermit jest wyjątkową żabą, pełną ekspresji i ruchu. Tymczasem jego bagienne kuzynki prowadzą życie o wiele bardziej stoickie. Potrafią godzinami tkwić nieruchomo na liściu czy w mule, czekając cierpliwie, aż owad sam wleci im do pyska. Jednym słowem: Muppet to ekstrawertyk, a zwykła żaba – mistrz zen.
Jak smakuje żabie udko?
Ale jak smakuje mistrz zen, jeśli trafi na talerz? Zaskakująco… znajomo. Mięso żaby najczęściej porównuje się do drobiu. Francuzi mawiają, że to coś pomiędzy kurczakiem a rybą, z delikatnością przypominającą filet z kurczaka i lekkością, która bliższa jest szczupakowi niż wołowinie. Nóż wchodzi w nie miękko, smak jest subtelny, nieagresywny, daleki od egzotycznych skojarzeń. Kto oczekuje sensacji kulinarnej, dziwactwa rodem z programu survivalowego, ten raczej się rozczaruje – żaba smakuje zwyczajnie dobrze.
Najczęściej serwuje się ją w formie żabich udek, smażonych na maśle z dodatkiem czosnku, pietruszki i odrobiny białego wina. W tej postaci stanowią one w kuchni francuskiej coś na kształt delikatesu, który przywodzi na myśl lato i prowincjonalną biesiadę. Mięso jest kruche, nieco wilgotne, subtelne w aromacie – i, co istotne, nie wymaga specjalnych dodatków, bo jego siła tkwi w prostocie. W Azji natomiast żaby lądują w zupach, gulaszach czy nawet grillowane – tam traktowane są bez tej europejskiej otoczki dziwności.

Oczywiście, żaba ma też swoją warstwę symboliczną. Dla jednych jest zwierzęciem magicznym, obecnym w bajkach i klechdach; dla innych – elementem dzieciństwa, bo któż nie gonił po kałużach kijanek? Pytanie, czy da się w ogóle połączyć te sentymenty z widelem wbitym w udko. Ale cóż, podobny dylemat mielibyśmy przy każdej krowie, która w literaturze bywa święta, albo przy każdej gęsi, która bywa bohaterką wiersza.
Czy warto zatem sięgnąć po ten przysmak? Jeśli traktować kuchnię jako przygodę – zdecydowanie tak. Żaba nie jest ani potworem, ani tabu, ani trudnym do przełamania wyzwaniem. To raczej zaproszenie do przekroczenia granicy przyzwyczajeń. A może też okazja do namysłu: że zwierzę, które w bajkach symbolizuje przemianę (żaba-książę), na talerzu także staje się przemienione – ze stoika bagiennego w delikatne danie, które łączy w sobie lekkość ryby i subtelność kurczaka.
Nie trzeba być smakoszem z Paryża, by docenić ten aromat. Wystarczy odrobina odwagi i dystansu. A Kermit? On pewnie zrozumie – wszak sam w piosenkach nucił, że „bycie zielonym wcale nie jest łatwe”. Bycie jadalnym też nie.

Kermit raczej nie jest jadalną żabą! Ale mimo to Świnka Piggy często pożera go oczami.

