– Spotykamy się z Panem, magistrem kulturoznawstwa i przyrodnikiem w jednej osobie, żeby porozmawiać o zwierzętach estetycznych. Ale właściwie co to znaczy „estetyczne zwierzę”?
Łukasz B.: To dobre pytanie, bo samo słowo „estetyczne” jest już ludzkim filtrem. W świecie zwierząt nie istnieje coś takiego jak brzydota. Łysy i ślepy szczur podziemny, gdyby był owłosiony, byłby bardzo nieładnym łysym szczurem, czyż nie? Toteż wszystko, co żyje, ma formę uzasadnioną przez funkcję. Ale człowiek, z natury narcystyczny, lubi widzieć piękno w tym, co mu odpowiada. Więc mówimy, że panda jest piękna, a ropucha brzydka. A przecież obie są doskonale zaprojektowane.
– Czyli piękno to kwestia antropocentryczna?
Ł.B.: Absolutnie. My nie widzimy zwierząt, tylko nasze wyobrażenia o nich.
Lis wydaje się „elegancki”, bo ma gładką sierść i porusza się jakby był świadom kamery. Ale to tylko projekcja – lis niczego nie gra. Z kolei sęp jest nam niewygodny, bo przypomina o śmierci. Estetyka to nie kategoria natury, tylko emocji.
– Ale mimo to pewne zwierzęta budzą zachwyt od wieków – konie, łabędzie, koty. Czy to przypadek?
Ł.B.: Nie. To zwierzęta, które mieszczą się w naszym modelu harmonii. Ich ciała mają proporcje, które odpowiadają temu, co Grecy nazwaliby kalokagathia – zgodnością dobra i piękna. Koń porusza się jak architektura w ruchu. Kot jest jak rzeźba, która oddycha. Łabędź to idea symetrii. Ale gdybyśmy byli innym gatunkiem – powiedzmy, krukiem – zapewne zachwycałaby nas zupełnie inna forma.
– A które zwierzęta są „brzydkie” tylko w naszej wyobraźni?
Ł.B.: Całe mnóstwo. Nietoperz, dżdżownica, ryba głębinowa, świnia. Wszystkie te istoty są ofiarami ludzkiego gustu, który lubi czyste linie i błyszczące futro. Ale weź świnię – to przecież jedno z najbardziej inteligentnych stworzeń na Ziemi. Nietoperz – doskonały sonarowy organizm. Każde z nich ma w sobie porządek, tylko nie w tym estetycznym sensie, jaki znamy z reklam szamponów i bajek Disneya.
– Czyli piękno w przyrodzie to coś innego niż piękno w kulturze?
Ł.B.: W naturze nie ma próżnych konkurencji, wyborów na miss powiatu.
Piękno jest tam zawsze po coś.
Kolor pawia to strategia, nie ozdoba. Wzory na motylach to komunikat, nie design. My z tych strategii zrobiliśmy ornament. I może dlatego się gubimy – bo próbujemy oceniać językiem dekoracji coś, co jest językiem przetrwania.
– Czy jednak nie jest tak, że estetyczne zwierzęta pomagają nam myśleć o świecie?
Ł.B.: Tak. Zwierzęta uczą nas patrzenia.
To, że zachwycamy się końmi, mówi więcej o nas niż o koniach.
Lubimy patrzeć na to, co przypomina nas samych – na twarze, symetrię, ruch w rytmie, jaki rozumiemy.
Ale właśnie dlatego warto czasem spojrzeć na coś, co wydaje się nam obce: na modliszkę, morskiego ogórka, żuka. Wtedy można odkryć inny wymiar piękna – nieporządny, nieprzewidywalny, ale autentyczny.
– Powiedziałeś kiedyś, że każde zwierzę jest najpiękniejszym zwierzęciem w swoim rodzaju. Co to znaczy?
Ł.B.: To zdanie wymyśliłem po wizycie w terrarium. Patrzyłem na węża, który nie miał w sobie nic z ciepła, nic z „uroku”. Ale był doskonały – jak linia, która nie potrzebuje komentarza.
Wtedy pomyślałem, że każde stworzenie jest arcydziełem swojego gatunku.
Żaba nie musi być koniem, żeby być piękna.
Piękno nie jest porównawcze – jest konstytutywne.
– Czyli jeśli dobrze rozumiem, zwierzęta nie uczą nas tylko biologii, ale też podziwu wobec różnorodności?
Ł.B.: Uczą oczywiście nie w sensie dosłownym. Bo to nie jest możliwe.
Tym niemniej, kiedy patrzysz na zwierzę bez chęci oceniania, znikają słowa „ładne” i „brzydkie”.
Zostaje ruch, rytm, obecność.
To bardzo wyzwalające.
Bo wtedy przestajesz być sędzią świata, a stajesz się jego świadkiem.
– Czy wręcz Wyznawcą Istot.
Ł. B. : I tacy się zdarzają!
– Czy w takim razie można powiedzieć, że estetyka zwierząt – a właściwie ich estetyzowanie – jest odbiciem ludzkiej wrażliwości?
Ł.B.: Można. Jesteśmy jak ten Narcyz, który w najmniejszej nawet kałuży widzi swoje oblicze. Ale trzeba dodać, że to lustro nie zawsze pokazuje prawdę.
Patrzymy w nie i widzimy siebie takim, jakim chcielibyśmy siebie widzieć. I o tym też jest mit o Narcyzie.
Wracając zaś do zwierzyny – dopiero kiedy się odwrócimy, widzimy zwierzę naprawdę – bez filtra piękna, tylko z czystym zachwytem, że coś takiego w ogóle istnieje.
– I wtedy każde zwierzę jest najpiękniejsze?
Ł.B.: Właśnie tak! Dobrze powiedziane!
Bo wtedy przestajemy mówić o pięknie, a zaczynamy widzieć życie.
