Mowa węży

🕒 3 minuty czytania

Niektórzy pisarze nie poprzestają na opowieści. Tworzą światy, a wraz z nimi – języki. Tak było u Tolkiena i tak, choć w inny sposób, było u J. K. Rowling. Obydwoje doskonale rozumieli, że język nie jest dodatkiem do rzeczywistości fikcyjnej, lecz jednym z jej fundamentów. Różnica polega na tym, że Tolkien był filologiem z krwi i kości, a Rowling – narratorką, która język traktowała bardziej symbolicznie.

Najlepiej widać to na przykładzie mowy węży, parseltongue.

Mowa węży: „Harry Potter”


Tolkien: język jako fundament świata

U Tolkiena języki powstały pierwsze. Dopiero potem narodziły się opowieści, które miały je „nosić”. Quenya, sindarin, khuzdul – każdy z nich ma fonologię, fleksję, składnię, historię zmian i dialekty. Elfy nie tylko mówią – one istnieją językowo.

Język jest tam znakiem pochodzenia, wieku świata, moralności i estetyki. To system kompletny, który mógłby funkcjonować nawet bez fabuły.


Rowling: język jako znak inności

Parseltongue działa zupełnie inaczej. Rowling nie próbuje go rekonstruować w sensie lingwistycznym. Nie dostajemy słownika ani gramatyki. Nie wiemy, jak odmienia się czasowniki ani czy istnieją w nim przypadki. Wiemy jedno: to język węży i tych, którzy stoją poza normą.

Parseltongue jest tedy językiem:

  • rzadkim,
  • dziedzicznym,
  • budzącym lęk,
  • kojarzonym z czarną magią.

Nie dlatego, że sam w sobie jest zły, ale dlatego, że świat boi się tego, czego nie rozumie.


Jak mógł brzmieć język węży?

Rowling daje nam tylko sugestie, niemniej dość wyraziste. I tak oto parseltongue jest opisywany jako:

  • syczący,
  • płynny,
  • pełen przeciągłych głosek,
  • trudny do odróżnienia od zwykłych dźwięków węża.
  • może nieco podobny do naszego pełnego szelestów języka!

To ważne: dla postronnego obserwatora mowa węży nie brzmi jak język, tylko jak odgłos zwierzęcia. Sens istnieje, ale jest ukryty. Dostępny wyłącznie dla wtajemniczonych.

Można przypuszczać, że:

  • opiera się na długich samogłoskach i sybilantach,
  • wykorzystuje rytm i intonację bardziej niż precyzyjne słowa,
  • znaczenie zależy w dużej mierze od kontekstu i modulacji dźwięku.

To byłby język bardziej muzyczny niż logiczny, bliższy sygnałom niż zdaniom.


A gramatyka? Czy węże jej potrzebują?

To fascynujące pytanie. Jeśli potraktować parseltongue serio, mógłby to być język:

  • ubogi w abstrakcję,
  • bogaty w czasowniki i stany,
  • skupiony na relacjach przestrzennych i zagrożeniu.

Węże nie potrzebują pojęć takich jak „wczoraj” czy „może”. Ich świat jest tu i teraz: ciepło–zimno, blisko–daleko, bezpieczne–niebezpieczne. Gramatyka mogłaby więc być bardzo prosta formalnie, ale niezwykle precyzyjna sensorycznie.

Nie „myślę”, lecz „czuję”.
Nie „idź”, lecz „zbliż się powoli”.


Język jako piętno

Tutaj akurat zupełnie dla nas niegroźny zaskroniec (Natrix natrix)

Najważniejsze jednak jest to, co wężowa mowa znaczy fabularnie. To język, który nie daje przewagi społecznej. Wręcz przeciwnie – izoluje. Harry nie wybiera tej umiejętności. Ona go naznacza. Kojarzy go z Voldemortem, z Salazarem Slytherinem, z dziedzictwem, którego nie chciał.

W tym sensie mowa węży nie jest narzędziem komunikacji, lecz symbolem dziedziczonego lęku. To echo biblijnego węża, mitów o zdradzie, podstępie i wiedzy zakazanej. Język, który nie powinien istnieć, a jednak istnieje.


Tolkien i Rowling: dwa podejścia, jeden efekt

Tolkien budował języki jak architekt. Rowling używała języka jak rekwizytu o ogromnej sile znaczeniowej. Język węży nie ma słownika. Inaczej bowiem funkcjonuje. Jest językiem granicznym – między człowiekiem a zwierzęciem, magią a naturą, światłem a cieniem.

Nie wiemy dokładnie, jak brzmi.

Choć, jak pisałem, polszczyzna może być niezłym punktem odniesienia:

W każdym razie mowa węży nie ma być poznana. Ma pozostać czymś, co słyszymy kątem ucha, nie do końca rozumiejąc – i trochę się tego bojąc.

Rozwiąż zagadkę o sieciach!