Blog o zwierzętach » Zwierzęta świata » Czy zwierzę jest osobą? Rozważania językowo-bioetyczne

Czy zwierzę jest osobą? Rozważania językowo-bioetyczne

czy zwierzę jest osobą?
Źródło: Wikimedia Commons, Autor: журнал "Mysteria"

W języku polskim – i w większości języków świata – słowo „osoba” zarezerwowane jest dla człowieka. Zwierzę to „ono”, nigdy „ktoś”. W tym prostym podziale gramatycznym ukrywa się cała filozofia: człowiek – podmiot, zwierzę – przedmiot.

A jednak im więcej wiemy o zwierzętach, tym trudniej utrzymać ten porządek w niezmienionej postaci.


Czym właściwie jest „osoba”?

Tradycyjnie filozofia definiowała osobę jako istotę rozumną i wolną, zdolną do refleksji nad sobą. Tomasz z Akwinu pisał, że osoba to „indywidualna substancja natury rozumnej”. W tym sensie koń, pies czy kruk nie spełniają kryteriów – nie mają samoświadomości w ludzkim znaczeniu.

Ale język i etyka nie stoją w miejscu. Dziś coraz częściej mówi się o „osobowości zwierzęcej” w znaczeniu psychologicznym, nie metafizycznym. Etolodzy opisują różnice charakterów, emocji, temperamentu. Kot może być nieufny lub towarzyski, dostojny koń – dominujący lub łagodny, a papuga – ciekawska i złośliwa.
Czy jednak zróżnicowanie zachowań wystarczy, by mówić o osobowości?


Język, który dzieli świat

Sposób, w jaki mówimy o zwierzętach, wyznacza granicę etyczną. Mówimy: człowiek umiera, ale zwierzę zdycha; dziecko rodzi się, ale suczka się szczeni.

W języku odbija się hierarchia, którą człowiek wytworzył – często nieświadomie – by podkreślić własną wyjątkowość.

A jednak, gdy patrzymy w oczy psa, trudno powiedzieć „ono”. Język się broni, ale intuicja mówi inaczej.


🐘 Etyka patrzenia

Źródło: Wikimedia, Autor: Jim Joel

Nie chodzi o to, by uczynić ze zwierząt ludzi w futrze. Antropomorfizacja – przypisywanie im ludzkich uczuć i intencji – bywa równie niebezpieczna, jak całkowite ich odczłowieczenie.
Zamiast zachodzić w głowę, czy zwierzę jest osobą, lepiej zapytać: czy zasługuje na traktowanie z szacunkiem, jaki przysługuje osobie? Wtedy nie musimy przenosić na nie ludzkiej psychiki, wystarczy uznać, że odczuwa ból, strach, przywiązanie – i że to wystarczy, by mieć wobec niego moralne zobowiązania.


Osoba nie-ludzka?

Niektórzy bioetycy wprowadzają pojęcie „osoby nie-ludzkiej” – istoty zdolnej do relacji, pamięci, troski. W tym sensie słoń opłakujący zmarłego, delfin ratujący rannego towarzysza czy pies czekający na właściciela mogą być rozumiani jako byty o statusie bliskim osoby.

Nie dlatego, że myślą jak człowiek, ale dlatego, że czują i reagują jak istota moralna.


Granica, której nie trzeba burzyć

Zamiast rozmywać różnicę między człowiekiem a zwierzęciem, można ją uznać za przestrzeń dialogu.
Zwierzę nie jest osobą w sensie filozoficznym (nie jest bowiem człowiekiem), ale też nie jest rzeczą. Zwierzę myśli, zwierzę ma świadomość, być może też zwierzę widzi duchy!

To zgoła odmienny rodzaj podmiotowości – niemy, instynktowny, ale realny.

Być może więc właściwe pytanie brzmi nie „czy zwierzę jest osobą?”, lecz „czy człowiek potrafi być osobą wobec zwierzęcia?”.

Zwierzyna towarzyszy mi w życiu, odkąd sięgam pamięcią. Dziecięce zainteresowanie dinozaurami oraz dzikimi kotami przerodziło się w dojrzałą fascynację wobec wszelkich istot – żywych, wymarłych i mitycznych.