Spacerując po lesie, łatwo dostrzec, jak natura sama podsuwa pomysły na małe czary. Wystarczy garść ułamanych gałęzi, kilka opadłych liści i odrobina wyobraźni, by z ziemi wyłonił się koń – nie dziki, nie prawdziwy, ale pełen życia w oczach dziecka (lub dorosłego, który pamięta, jak się bawić).
Oto, jak krok po kroku, jak z drobiazgów wyczarować leśnego rumaka:
- Znajdź tułów – solidną, prostą gałąź.
W centrum kompozycji leży grubszy, lekko spróchniały kawałek drewna – to będzie korpus konia. Ma naturalne pęknięcie, jakby od dawna czekał na swoją rolę. Ułóż go poziomo, by nadać zwierzęciu stabilność. - Dodaj szyję i łeb – długą, wygiętą gałąź.
Z prawej strony korpusu odchodzi smukła, łukowato wygięta gałąź – to szyja unosząca głowę konia w dumnej pozie. Jej naturalny łuk nadaje stworzeniu elegancji, jakby właśnie spojrzał w dal. - Wpleć nogi – dwa lub cztery cienkie, ukośne patyki.
Pod tułowiem i z przodu wbij w ziemię cztery mniejsze gałęzie: dwie przednie (ukośnie do przodu) i dwie tylne (lekko odchylone do tyłu). Nie muszą być równe – natura nie zna linijki. To one nadadzą koniowi dynamikę biegu. - Ułóż grzywę – z opadłych liści dębu.
Na szyi i części tułowia rozłóż kilka dużych, brązowych liści – to grzywa, lekko potargana wiatrem. Jeden liść może wystawać jak kosmyk nad łbem. - Dorzuć uszy – dwa małe patyczki lub żołędzie.
Na końcu „łba” wbij dwa krótkie patyki lub użyj żołędzi (jeśli masz) – to uszy, nastawione czujnie. W zdjęciu widać, jak natura sama podpowiedziała ten detal. - Oczy konia i nozdrza – wyobraźnia albo dwa kamyki.
Dwa małe wgłębienia w drewnie albo wciśnięte kamyki – i zwierzę patrzy. Jeden błysk w cieniu kory wystarczy, by ożył. - Tło – las sam dokończy resztę.
Nie ruszaj liści wokół – niech będą pastwiskiem. Nie poprawiaj gałęzi – niech będą wiatrem w grzywie. Las wie, jak dokończyć dzieło.
To jest tylko jeden z nieskończenie wielu przykładów. Jak widać, nie trzeba wiele, by stworzyć sobie dostojnego konia!
I oto jest – koń zrodzony z darów drzewa, z biegu wiatru i z dziecięcej wiary, że wszystko w lesie może się poruszyć. Nie potrzebuje wodzy, nie zostawia śladów. Wystarczy zamknąć oczy – i już przelatuje nam niczym podmuch wiatru galopujący koń!
