Siedzimy nad dużym, płóciennym albumem ze szkicami nieocenionego Brunona Schulza. Papier szumi pod palcami, a grafitowe linie migoczą jak ślady snu zatrzymane na kartach. Pan Pięknoduchowycz, estet i tropiciel wszelkich istot żywiołu natury, od razu pochyla się nad rysunkami – i chwyta to, co u Schulza najważniejsze: przeobrażenie.
Kynocefal i inne hybrydy: człowiek w stanie przemiany
„O, proszę pana, prawdziwy kynocefal!” – rzuca Pięknoduchowycz z zachwytem, wskazując na postać człowieka o psiej głowie.
Nietrudno skojarzyć go ze świętym Krzysztofem (zob. święci i zwierzęta).
U Schulza figura kynocefala nie jest jedynie groteską. To sygnał dla nas: człowiek jest tu materiałem na istotę płynną, wciąż niegotową, na wpół ukształtowaną. Przeobrażenie nie jest wyjątkiem, lecz stałym stanem świata.
Takie hybrydy – pół ludzkie, pół zwierzęce – demaskują kruchość ludzkiej formy. Schulz widzi naturę nie jako tło, lecz jako siłę, która przenika ciało człowieka i dokonuje jego „od-człowieczania”, aby odsłonić prawdę o instynktach, namiętnościach i lękach.
Drewniane koniki i ich pasażerowie: teatr codzienności

Na kolejnej stronie pojawiają się koniki – drobne, filigranowe, jakby wyrzeźbione z lipowego drewna. Ciągną osobliwą parę snobów, drobną jak figurki z osobistego teatrzyku marionetek.
„Czyż to nie jest teatr, proszę pana?” pyta Pięknoduchowycz.
I rzeczywiście: koniki Schulza to nie zwierzęta realne, lecz istoty-symbole, w których odbija się cały świat jego prozy. To ruchome dekoracje, żywe mechanizmy, dzięki którym rzeczywistość może wejść w stan gry. Zwierzę staje się narzędziem przeobrażenia zwyczajności: w groteskę, w fantazję, w sen.
Ptasie sylwetki: wzniesienie, niepokój i zwiastowanie
Wśród szkiców przewijają się też ptasie kształty – skrzydlate, smukłe, czasem niemal abstrakcyjne. Jedne przypominają ptaki domowe, inne – istoty z mitów.
Ptaki u Schulza odgrywają dwojaką rolę:
- są symbolem ruchu ku górze, ku wyobraźni i ucieczce z ciasnego świata;
- ale też niosą niepokój, jakby zwiastowały, że przeobrażenie może wymknąć się spod kontroli.
Dla Pięknoduchowycza ptaki są „istotami przejścia”, odwiecznymi negocjatorami między ziemią a przestrzenią ponadcodzienną. W Schulzu ich obecność potwierdza, że nic nie jest raz na zawsze ugruntowane.
Schulzowskie przeobrażenie –szyfr do zrozumienia zoomorfów
Przeobrażenie u Schulza nie jest metamorfozą linearną, jak w klasycznych mitach. To stan permanentny: rzeczywistość pulsuje, przechodzi od ciała do symbolu, od zwierzęcia do człowieka, od człowieka do figury mitu.
Zwierzęcość nie odbiera człowieczeństwa – ona je odsłania.
Ukazuje wstyd, zmysłowość, śmieszność, ale i tajemniczą godność materii, która żyje własnym, organicznym rytmem.
„Bo widzi pan,” mówi pan Pięknoduchowycz, „u Schulza nie ma gatunków, są tylko formy w ruchu. A zoomorfy — to nas też dotyczą. My jesteśmy na pół drogą.”
Zakończenie przy albumie
Zamykamy album powoli, jakbyśmy zamykali klamrę niegotowego mitu. Schulz, z jego półzwierzęcymi postaciami, drewnianymi konikami i ptasimi cieniami, potrafi uchwycić coś najrzadszego: życie w stanie stawania się, kruchość formy oraz nieustanne napięcie między człowiekiem a zwierzęciem w nim samym.
A pan Pięknoduchowycz tylko wzdycha:
„Ach, gdyby świat był tak żyzny w znaczenia jak Schulz — nic, tylko się przeobrażać!”.

Przeobrażanie w toku!
