O niezwykłym dziele Pierre’a Bonnarda i pewnym kotku, który przerwał nam plantowy spacer
Planty cichutko szeleściły pod stopami, gdy z panem Pięknoduchowyczem — estetą, erudytą i wielbicielem malarskich osobliwości — omawialiśmy kolejną partię wrażeń z muzealnych sal. Nagle do naszych nóg, zupełnie bez obaw, podszedł biały kotek, ocierający się miękko o kostki, jakbyśmy byli starymi znajomymi. Nie wyglądał na głodnego ani bezpańskiego — raczej na samozwańczego przewodnika spacerowiczów.
I właśnie ten koci epizod dał nam asumpt do rozmowy o pewnym obrazie Pierre’a Bonnarda.
„Biały kot” („le chat blanc”) Pierre’a Bonnarda – dzieło osobliwe w dorobku fowisty
Kot, który wygląda… jakby chodził na szczudłach
Pan Pięknoduchowycz zaśmiał się pod nosem:
– „Ten nasz tu łasi się zupełnie normalnie, ale kot Bonnarda? Ten to już inna liga.”
Rzeczywiście, „Biały kot” (1894) to obraz, który od razu odcina się na tle prac Bonnarda. Ubarwienie zwierzaka nie jest dziwne — to po prostu kot biały, trochę rozświetlony.
Ale jego proporcje?
Tu zaczyna się zagadka.
Bonnard przedstawia kota o nienaturalnie długich, cienkich nogach — przypominających bardziej surrealistyczne figury Dalego niż realistyczne szkice fowistów. Ciało kota zdaje się być wyciągnięte, jakby elastyczne, a kończyny — nużąco długie, lekko odklejone od fizycznego świata.
– „Przecież Bonnard zwykle trzymał się realizmu kocich sylwetek! Co tu się wydarzyło?” — zapytywał mój towarzysz z autentycznym zdumieniem.
Realizm kontra deformacja – dlaczego Bonnard nagle łamie swoje zasady?
1. Obserwacja ruchu zamiast obserwacji anatomii
Wiele wskazuje na to, że obraz nie próbuje ukazać kota tak, jak wygląda, ale tak, jak się porusza.
Kot w chwili przeciągania się albo skoku potrafi stworzyć złudzenie „wydłużenia” postaci.
Bonnard mógł więc próbować uchwycić moment dynamicznej zmiany sylwetki — nie stan spoczynku.
– „To jak zdjęcie z długim czasem naświetlania” — zauważył pan Pięknoduchowycz.
I rzeczywiście — widać tu ową „smużącą” deformację kształtu.
2. Symbolika lekkości i napięcia
Kot Bonnarda unosi się prawie jak duch (poczytaj, czy duchy w Polsce istnieją!).
Długie nogi mogą wywoływać wrażenie czegoś między zmysłowością a niepokojem.
Może artysta chciał podkreślić:
- elastyczność kota,
- jego ulotność,
- jego napięcie między spokojem a potencjalnym skokiem?
Kot jest jak struna — gotowa do drgnienia.
3. Japonizm i gra z płaszczyzną obrazu
Bonnard inspirował się drzeworytami japońskimi, które często deformowały proporcje zwierząt, by uzyskać rytm linii i dekoracyjny charakter kompozycji.
Długie nogi kota mogą więc wynikać z:
- gry konturem,
- płaskością,
- ornamentacją sceny.
– „A może to nie kot jest dziwny, tylko przestrzeń, która go otacza?” — zastanawiał się pan Pięknoduchowycz.
I miał rację — przestrzeń u Bonnarda bywa kapryśna, skrzywiona, jakby widziana przez chwilę wyobraźni, a nie oka.
A przecież Bonnard potrafił malować koty i psy zupełnie normalne!
Tu rozmowa zeszła na zwierzęta w całym dorobku mistrza.

Bonnard często malował:
- psy drzemiące na kołdrze,
- koty na parapecie,
- bydlęta w oborze,
- kury, kozy i psy w pejzażach.
Wszystkie mają zwyczajne proporcje, miękkie futerko, realistyczną wagę ciała.

Dlatego „Biały kot” tak wybija się na pierwszy plan jako odstępstwo — nie błąd, lecz świadoma stylizacja.
– „Chyba zobaczył kota bardziej oczami poety niż zoologa” — skwitował pan Pięknoduchowycz.
Czy długość nóg ma znaczenie symboliczne?
Kota trzeba „wyczuć”, a nie rozumieć
Kot w kulturze bywa:
- zwierzęciem czujnym, liminalnym,
- towarzyszem czarodziejek,
- strażnikiem światła i cienia,
- istotą, która „istnieje inaczej” niż ludzie.
Długie nogi Bonnardowego kota mogą być echem tej symboliki:
zachwianiem granic, zawieszeniem między światami, cieniem istoty bardziej duchowej niż cielesnej.
– „Może to nie kot jest wydłużony, tylko jego aura?” — zasugerował mój rozmówca, co wywołało u mnie śmiech.
Biały kot ze spaceru i biały kot z płótna
Kiedy nasz plantowy kotek w końcu oddalił się, rzuciliśmy mu ostatnie spojrzenie. Rzeczywistość znów okazała się bardziej prosta niż sztuka.
– „Ten był normalny, ale niekoniecznie takim by go widział nasz nieoceniony Pierre” — dodał z przymrużeniem oka pan Pięknoduchowycz.
I obaj doszliśmy do wniosku, że czasem deformacja jest właściwie bliższa doskonałości, niż nam się wydaje!
Tak właśnie działa „Biały kot” — pokazuje kota nie takim, jak jest, ale takim, jak go można poczuć.

