Siedzimy z panem Pięknoduchowyczem przy zielonej herbacie, chrupiemy krakersy, a przed nami leży gruby album z pracami Tadeusza Makowskiego. Strona po stronie przesuwają się charakterystyczne, kubizujące sylwetki dzieci, muzykantów, postaci jakby wyciętych z drewnianych klocków. I w końcu zatrzymujemy się na obrazie, który zawsze wzbudza uśmiech – „Kapela dziecięca”. Tym razem jednak nie rozmawiamy o samych dzieciach-muzykantach, lecz o pewnym bohaterze drugiego planu, który robi zaskakująco mocne wrażenie: kogucie.
Skąd ten kogut? Pytanie, które się nasuwa
Pan Pięknoduchowycz pierwszy zwraca uwagę na to, że kogut nie znajduje się na obrazie przypadkiem. W twórczości Makowskiego zwierzęta pojawiają się rzadziej niż dzieci, ale gdy już wchodzą na scenę, mają rolę symboliczną albo anegdotyczną.
„Makowski nie malował z natręctwa realistycznego” – zauważa mój rozmówca. – „To nie miało być studium zoologiczne. Ale mimo kubistycznego uproszczenia da się dostrzec, że ten kogut jest… no, całkiem koguci”.
I rzeczywiście: przysadziste ciało, dumnie uniesiona głowa, wyraźny grzebień. Taki mały „dyrygent podwórkowy”.
Kogut jako członek zespołu?
Zadaję pytanie, które aż się prosi: czy ten kogut jest częścią kapeli, czy raczej widzem?
Pan Pięknoduchowicz uśmiecha się szeroko:
– „Wiesz, on gra… ale gra swoją obecnością. W tej kompozycji jest jak metronom – wprowadza rytm spojrzenia. Poza tym, dziecięca kapela bez koguta byłaby zbyt poważna. Makowski kochał małe żarty, mrugnięcia okiem. Ten kogut jest właśnie takim żartem.”
Niektóre interpretacje wskazują, że zwierzę może symbolizować codzienność wsi, zwykłe życie, które toczy się obok „wielkiej sztuki” wykonywanej przez dzieci, lub wręcz energię i przebudzenie – a więc coś, co pasuje do muzyki i beztroskiego rytmu obrazu.
Kogut Makowskiego a prawdziwy kogut z podwórka
Oglądamy reprodukcję i porównujemy ją – o ile można – do prawdziwego koguta. Pan Pięknoduchowicz zauważa:
– „To jest kogut przefiltrowany przez Makowskiego – jego wyobraźnię oraz estetykę. Jakby ktoś wziął prawdziwego, ale zrobił z niego drewnianą zabawkę i przeniósłna płótno”.
I to prawda: Makowski stylizował zwierzę, tak jak stylizował dziecięce twarze, instrumenty i ubrania. Zachował jednak kilka cech typowych:
- dumną postawę,
- fantazyjny ogon skierowany ku górze,
- charakterystyczny grzebień.
Jednocześnie odarł go z naturalistycznej faktury – pióra stają się geometrycznymi plamami koloru.
Efekt? Kogut, który jest jednocześnie prawdziwy i bajkowy.
Po co Makowskiemu był kogut na obrazie?

Zadajemy sobie to pytanie po raz kolejny. Pan Pięknoduchowicz wskazuje trzy możliwe tropy:
1. Anegdota
Makowski uwielbiał scenki rodzajowe – pełne ciepła, humoru i lekkości. Kogut dodaje opowieści ducha podwórkowego spektaklu.
2. Symbol rytmu
Kogut, jako zwiastun świtu i porządku dnia, może być tu dyskretnym symbolem rytmu – a rytm to przecież fundament muzyki.
3. Element kompozycji
Jego sylwetka równoważy układ postaci, buduje napięcie plastyczne i wypełnia przestrzeń, która bez niego wyglądałaby pusto.
Zakończenie: kogut ma swoje pięć minut
Kiedy zamykamy album, pan Pięknoduchowycz wzdycha:
– „Makowski wiedział, że nawet drobiazg może stać się bohaterem obrazu. Trzeba tylko namalować go z czułością”.
I coś w tym jest. W „Kapeli dziecięcej” to właśnie kogut – niby drugoplanowy, niby zabawny – sprawia, że scena ożywa i nabiera prawdziwej, podwórkowej duszy. Dzięki niemu widzimy nie tylko muzykujące dzieci, ale cały mikrokosmos ich świata.
Tadeusz Makowski pewnie by się uśmiechnął, widząc, że dziś rozmawiamy nie o dzieciach z kapeli, lecz o kogucie, który gra… samym sobą.

Poznaj też inne ptaki na płótnach polskich malarzy, choćby czaple w „Rusałkach” Malczewskiego.
