Blog o zwierzętach » Symbolika zwierząt » Zwierzęta w malarstwie » Jan Lebenstein – „Folwark zwierzęcy”

Jan Lebenstein – „Folwark zwierzęcy”

jan lebenstein folwark zwierzęcy

Spacerujemy z panem Pięknoduchowyczem po Powązkach, w ciszy przetykanej jedynie szelestem liści pod stopami. W pewnym momencie zatrzymujemy się przy grobie Jana Lebensteina. Jest skromny, ale z jednym uderzającym akcentem: płaskorzeźbiona postać — pół-zwierzęca, pół-ludzka, jakby wysunięta z cienia Bestiariuszy Artysty.

Patrzymy na siebie porozumiewawczo. Rozpoznajemy ten język form. Ale nic nie mówimy — tu nie wypada. Tu słowa zostają w gardle, jakby traciły na wadze wobec kamienia i pamięci.

Dopiero gdy wracamy na miasto, gwar odblokowuje języki.


Zwierzęta, które wyrastają z mroku

Lebenstein kochał zwierzęce kształty, ale nie te zoologiczne, nie ilustracyjne. Jego zwierzęta są przefiltrowane przez niepokój, przez archetyp, przez tę cienką warstwę mitu, która rzadko trzyma się skóry i lubi wymykać się w stronę symbolu.

Pan Pięknoduchowycz zauważa, że artysta traktował ciało jak alfabet — zestaw znaków, z których mógł poskładać istotę, która nie istnieje, ale mogłaby.

To jest fauna wyobraźni, nie katalog gatunków — mówi, odgarniając kapelusz z czoła.


Paryskie witraże: ptak niebieski i konie, których nie ma w naturze

Trzeba wspomnieć o witrażach z kaplicy pallotynów w Paryżu. Niebieski ptak — jakby z innego wymiaru, z ichniejszego nieba, które nie zna ciężaru grawitacji.

A potem — jeźdźcy Apokalipsy. Ich rumaki są równie niepokojące jak figury z cyklu Figur osiowych: cienkie, kompozytowe, czasem sztywne jak poskręcane pręty, czasem płynne jak cień na wodzie. Nie przypominają koni. Ale nikt nie pomyli ich z niczym innym.

I wreszcie Baranek — ten z witraża, który stał się wzorem dla reliefu na grobie. Niby baranek, ale… nie do końca. Ma w sobie coś obcego, jakby przymieszkę innego zwierzęcia: może psa, może drapieżcy, może stworzenia sprzed powstania pierwszych mitów.

On jest ofiarny, ale i czujny — zauważa pan Pięknoduchowycz. — Lebenstein nigdy nie pozwalał symbolom spać spokojnie.

Zobacz też „konie Apokalipsy„.


Folwark zwierzęcy: gdy metafora odzyskuje ciało

Najwięcej jednak rozmawiamy o jego ilustracjach do „Folwarku zwierzęcego” Orwella.

To tam zwierzęta stają się najbardziej przejmujące: zdeformowane, wynędzniałe, przypominające bardziej ofiary totalitarnej machiny niż pracowników idyllicznego gospodarstwa. Ich oczy są jak bramy do strachu, ich pyski — jak odbite w krzywym zwierciadle maski oprawców i ofiar.

Świnie o ludzkich sylwetkach, konie z duszą zgniataną przez przemoc systemu, psy o spojrzeniu donosicieli. Żadne z tych stworzeń nie jest realistyczne, ale wszystkie są realne aż do bólu.

Pan Pięknoduchowycz mówi:

To zwierzęta, które niosą historię ludzi. Takie, które nie miały prawa wyglądać inaczej.


Między cmentarzem a pracownią wyobraźni

Kiedy wracamy do miejsca, gdzie zaczęła się nasza rozmowa, relief na grobie Lebensteina wydaje się jeszcze bardziej wymowny. Nie jest ozdobą. Jest ostatnim słowem artysty: świadectwem jego języka, który nie odróżnia człowieka od zwierzęcia, bo w naturze symbolu oba należą do tej samej rodziny.

Jego fauna to nasze lęki i nasze sny — mówi pan Pięknoduchowycz, gdy mijamy bramę Powązek. — Kto wie, może dlatego ciągle do niej wracamy.

Zwierzyna towarzyszy mi w życiu, odkąd sięgam pamięcią. Dziecięce zainteresowanie dinozaurami oraz dzikimi kotami przerodziło się w dojrzałą fascynację wobec wszelkich istot – żywych, wymarłych i mitycznych.