Siedzimy przy stole, a na blacie rozsypane kostki domino tworzą przypadkowe konstelacje. Przez okno przelewają się strugi słońca, w radiu mruczy pogodna melodia.
Pan Pięknoduchowycz wypowiada miękkim tonem:
— „Czasem życie naprawdę chciałoby się tylko przeżywać — a nie analizować.”
To jedno zdanie wystarczy, by mój umysł natychmiast odbił ku obrazowi Henriego Matisse’a „Radość życia” (Le bonheur de vivre) — płótnu, które jest jak hymn na cześć pełni istnienia.
1. Fowizm i Eden po matisse’owsku
W chwili, gdy Matisse tworzył „Radość życia”, był jednym z filarów fowizmu, nurtu, w którym kolor przestał być narzędziem opisu, a stał się samodzielną siłą ekspresji. Ale Matisse zawsze pozostawał sobą — dalekim od programowej surowości innych fowistów.
Ludzie na obrazie:
- są nadzy, ale nie erotyczni,
- są zmysłowi, ale nie grzeszni,
- mają skórę w kolorze nieba, trawy, światła — jakby ulepioną z samego pejzażu.
To nie jest tradycyjny Eden z ikonografii chrześcijańskiej.
Ale wyczuwamy aluzję do prapierwotnej harmonii, do stanu, w którym ludzie i natura współistnieją bez napięć.
2. Koziołek i kózka — małe istoty, wielki klucz interpretacyjny
Na tym ogromnym, kolorowym płótnie, pośród wirujących nago ciał, wyrastających drzew i falujących plam barwnych, znajdują się dwie drobne sylwetki zwierząt: koziołek i kózka (nawiązanie do greckiego boga tańca i upojenia Dionizosa?).
To właśnie na nich skupiamy się z panem Pięknoduchowyczem.
— „Zobacz, jak one tam są spokojne, jakby słuchały muzyki, którą niesie powietrze” — zauważa mój towarzysz.
Na obrazie jeden z ludzi gra na flecie, a para kóz stoi tuż obok, w stanie lekkiego zaczarowania. W klasycznych scenach pasterskich występują owce, kozy i muzykujący pasterze — Matisse nawiązuje do tej tradycji, ale przetwarza ją całkowicie:
- zwierzęta są częścią muzycznego kręgu,
- stanowią element raju bez religijnych odniesień,
- symbolizują łagodność natury, gotowej wejść w dialog z człowiekiem.
Kozy — zwierzęta żywotne, czasem wybredne, czasem uparte — u Matisse’a stają się uśmiechem natury.

3. Zwierzęta w innym malarstwie Matisse’a — złote rybki i więcej
Pan Pięknoduchowycz, zamiatając ostatnie kostki dominowe na jedną kupkę, przypomina nagle:
— „A złote rybki? Przecież Matisse je uwielbiał.”
Rzeczywiście, złote rybki to jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów Matisse’a — pojawiają się w kilku obrazach jako żywe, delikatne źródła koloru. Ich rola:
- symbol kontemplacji — Matisse uwielbiał patrzeć na nie godzinami,
- element egzotycznego spokoju,
- żyjąca metafora barwy zawieszonej w bezruchu.
Zwierzęta w jego twórczości nie pojawiają się często, ale gdy już są — stają się znakami harmonii.
W jego późniejszych pracach można znaleźć także martwe natury z krabami, ptakami, a nawet pewne stylizowane sylwetki zwierzęce w wycinankach, lecz żadna z nich nie ma tej miękkości, co kozy z „Radości życia”.
4. Zmysłowa utopia — człowiek, zwierzę i muzyka
„Radość życia” to nie jest tylko scena z nagimi postaciami. To kompozycja o idealnym współistnieniu:
- człowiek gra — zwierzę słucha,
- natura otacza ludzi, ale ich nie pochłania,
- barwy pulsują, ale nie dominują — prowadzą taniec, podobnie jak grupa taneczna przywodząca postaci ze słynniejszego nieco „Tańca”.
Kozy nie są tam przypadkowym dodatkiem. To one — malutkie, niepozorne — potwierdzają, że Matisse wyobraża sobie świat, który nie jest polem walki.
Świat, w którym obecność zwierzęcia jest dowodem łagodności.
5. Słońce z okna i ostatnie domino
Rozgrywka dobiega końca. Kładę ostatnią kostkę, a pan Pięknoduchowycz wyciąga ręce i przeciąga się w słonecznym świetle.
— „W taki dzień naprawdę żyje się lekko” — mówi.
Postanawiamy wyjść na dwór, zaczerpnąć powietrza, przejść się w tym samym duchu, w jakim Matisse malował swoją arkadię — lekko, z uśmiechem, bez pośpiechu.
Może i bez kózek i fletów, ale za to z własną małą radością życia.

Poznaj też konie z przedstawień Tahiti Gauguina.
