Strona główna » Blog o zwierzętach » Symbolika zwierząt » Zwierzęta w malarstwie » Giotto „Sąd ostateczny”: smoki i demony

Giotto „Sąd ostateczny”: smoki i demony

giotto sąd ostateczny
🕒 4 minuty czytania

Szliśmy sobie powoli przez park, w którym liście opadały już niemal jak w zwolnionym tempie, a gawrony krążyły nad koronami drzew, kracząc tak donośnie, jakby komentowały cały świat. Pan Pięknoduchowycz — z rękami splecionymi za plecami, jak zawsze nieco pochylony, jakby wsłuchany w coś, czego zwykły przechodzień jeszcze nie zauważa — przystanął nagle i powiedział:

— Słyszysz? Ten dźwięk, te odgłosy jesieni?… Jakby echo Sądu Ostatecznego.

Roześmiałem się, myśląc początkowo, że to żart, lecz on trwał w zadumie, patrząc na lecące ptaki.

Krakanie ma w sobie coś proroczego — ciągnął. — I nie trzeba Boscha, by poczuć, że świat dawno już wymyślił swoje smoki.

To właśnie to jedno słowo — smoki — otworzyło rozmowę o sądzie ostatecznym w malarstwie, o ikonografii, która istniała na długo przed Memlingiem i Boschem. O przedstawieniach bardziej uporządkowanych, mniej szalonych, a jednak pełnych drapieżnych form i złowrogich istot.

Giotto – smoki epoki, gdy zło było jeszcze geometryczne

— Zanim Bosch wymyślił cały swój korowód potwornych hybryd — powiedział pan Pięknoduchowycz — chrześcijańska wyobraźnia była bardziej symboliczna. Mniej biologiczna, mniej dosłowna. Ale i tak roiło się tam od demonów.

Wskazał laską w powietrze, jakby chciał narysować niewidzialną oś:

— Weźmy choćby Sąd Ostateczny Giotta z Kaplicy Scrovegnich. To nie są chimery Boscha, nic, co wyglądałoby jak koszmar oszalałej wyobraźni. A jednak — mamy diabły o niebieskich ciałach, mamy potwory o czerwonych głowach, i mamy smoki. Wielkie, małe, wijące się jak ogniste węże.

W Giottowskim sądzie smoki nie są jeszcze skomplikowane. Ich kształty są proste, niemal archaiczne: pysk jak klin, oczy szerokie, ciało wijące się w rytmie gotyckiej linii. Mimo to mają ogromną siłę symboliczną — są portalami, przez które złe duchy pożerają potępionych. U Giotta zło jest bardziej czyste w formie — demon ma jedną funkcję i ją pełni. Nie ma tu groteski, którą później rozwinie Bosch.

Jakie znaczenie miały te smoki?

O to właśnie zapytałem pana Pięknoduchowycza: czy smoki u Giotta były tylko uosobieniem Szatana i grzechu, czy niosły jeszcze coś głębszego?

Zamyślił się, jakby rozważał nie tylko odpowiedź, ale i jej ton.

— W chrześcijańskiej ikonografii smok to nigdy nie tylko „diabeł w kostiumie gada”. To zbyt bogaty symbol.
— Bogaty? — zapytałem.
— Oczywiście. On łączy w sobie trzy porządki jednocześnie.

I zaczyna wyliczać, unosząc palec za każdym razem jak stary profesor w parku:


1. Smok jako personifikacja Szatana

giotto sąd ostateczny

To najbardziej oczywiste: od Apokalipsy św. Jana smok jest „starym wężem”, „zwodzicielem świata”, figurą diabła.

— Ale u Giotta smok nie jest królem chaosu — mówi pan Pięknoduchowycz. — Jest jednym z agentów zła. Narzędziem, nie panem.
Jakby demon zatrzymał na smoku swoje akcesoria.

Smok Giotta służy do „przerzucania” dusz na stronę potępionych, jest paszczą otchłani — złem, które pracuje.


2. Smok jako symbol grzechów namiętnych

U Giotta smoki często „przechwytują” grzeszników związanych z konkretnymi występkami: łakomstwami, nieczystością, gniewem.
To smok „paszczy wciągającej” — idea, którą potem Memling rozwinie w monumentalny sposób, a Bosch przekształci w żywiołowy spektakl potworności.

Smok u Giotta ma prostą rolę: personifikuje namiętność, która pochłania duszę.


3. Smok jako strach kosmiczny – echo pogańskich mitów

Tu pan Pięknoduchowycz uśmiecha się zawadiacko:

— Nie zapominajmy, że sztuka średniowieczna wchłonęła pogańskie lęki. Smok to pozostałość pradawnej wyobraźni.
To zawsze jest coś więcej niż chrześcijański demon.

Smok wchodzi do Sądu Ostatecznego jako archetyp:
przedchrześcijańskiego chaosu, lęku przed nocą, żywiołów, ciemnością wody lub jaskini.

Giotto nie maluje „bestii mitycznych”, ale korzysta z ich struktury — z czegoś bardzo starego, co człowiek nosi w wyobraźni.
Dlatego te smoki mają taką siłę, nawet jeśli są proste w formie.


Dlaczego dopiero Bosch zrobił z tego spektakl?

— Bo Bosch żył w czasach, w których wyobraźnia zaczęła się bardziej bać świata niż piekła — rzucił pan Pięknoduchowycz.

Giotto malował świat, w którym dobro i zło były kosmicznie uporządkowane.
Bosch — świat, który pękał w szwach: schizmy, epidemie, herezje, zmierzch średniowiecza.

Smok u Giotta jest więc „czysty”, jasny w znaczeniu.
Smok u Boscha — niebożąca hybryda lęków społecznych i osobistych.

A Memling? On stoi pomiędzy: jego potwory są logiczne i heraldyczne jak u Giotta, ale już drapieżnie rozbudowane jak u Boscha.


Pan Pięknoduchowycz przystanął, oparł się o poręcz mostku, a gawrony krążyły nad nami jak czarne, nieco niecierpliwe akcenty.

— Widzisz? — powiedział. — Wystarczy jesień i ptaki, a człowiekowi przypomina się, że sztuka od wieków opowiada o tym samym:
o tym, czego się boimy, i o tym, gdzie chcemy być po końcu.

A potem powoli ruszył dalej, w stronę alei usłanej liśćmi, jakby ten spacer był tylko ciągiem dalszym dawnej opowieści.


Poznaj inne zwierzęta w obrazach – choćby koguta z „Kapeli dziecięcej” Makowskiego.