Emil Nolde – „Maria Egipcjanka” i lew

🕒 3 minuty czytania

Rozmowa z Panem Pięknoduchowyczem zbacza ku pustyni — a gdy raz się na niej stanie, trudno już zawrócić. To przestrzeń nie tylko geograficzna, lecz duchowa, gdzie wszystko zostaje ogołocone z nadmiaru. W naturalny sposób pojawia się postać świętej Marii Egipcjanki, jednej z najbardziej radykalnych bohaterek chrześcijańskiej hagiografii.

Jej życiorys przypomina, jak zauważamy, echo historii Marii Magdaleny — jeśli w ogóle przyjąć dawną tradycję utożsamiającą ją z cudzołożnicą z Ewangelii. Młodość spędzona w miejskim zgiełku, w oddaniu się rozpuście, zostaje nagle przecięta przez doświadczenie graniczne. Potem następuje pustynia, samotność, lata życia w jednym łachmanie, aż wreszcie śmierć — cicha, bez świadków.

Tryptyk Emila Noldego – sceny z życia Marii Egipcjanki: rozpusta, nawrócenie, śmierć pokutnicy.

Spotkanie po drugiej stronie życia: Nolde i moment odnalezienia

Ten właśnie moment — odnalezienie ciała Marii Egipcjanki przez starca Zozymę — stał się tematem obrazu Emila Noldego. Na płótnie widzimy postać kobiety leżącej na ziemi. Jej ciało wydaje się nienaruszone, niemal lekkie. Można pomyśleć, że śpi, nie że umarła. Nad nią pochyla się sędziwy pustelnik, a obok stoi lew.

Lew przykuwa naszą uwagę najmocniej. Nolde maluje go w sposób wyraźnie stylizowany, zbliżony do prymitywizmu: masywna sylwetka, uproszczone formy, rozdziawiona paszcza. Zwierzę wygląda na zaskoczone, poruszone, niemal oniemiałe. Nie jest agresywne. Jego reakcja zdaje się odpowiadać na świętość sceny.


Lew jako świadek i pomocnik

Zgodnie z jednym z podań hagiograficznych, to właśnie lew pomaga Zozymie wykopać grób dla Marii Egipcjanki. Motyw ten brzmi niemal baśniowo, ale wpisuje się w długą tradycję opowieści o zwierzętach rozpoznających świętość — podobnie jak w legendach o świętym Hieronimie czy Franciszku z Asyżu.

W obrazie Noldego lew nie pełni funkcji symbolu władzy czy zagrożenia. Jest raczej milczącym uczestnikiem misterium, stworzeniem, które instynktownie reaguje na coś, co przekracza porządek natury. Jego obecność podkreśla, że pustynia nie jest pustką, lecz miejscem spotkania: człowieka, zwierzęcia i sacrum.


Lew malarski a lew rzeczywisty

Z Panem Pięknoduchowyczem porównujemy stylizowanego lwa Noldego z rzeczywistym zwierzęciem. Wiemy, że artysta nie dążył do zoologicznej wierności. Jego lew jest bardziej znakiem niż portretem — ujęciem energii, zdumienia, niemal dziecięcej reakcji na świętość.

Pojawia się jednak pytanie bardziej przyziemne: czy lwy rzeczywiście występowały na egipskiej pustyni w V–VI wieku? Odpowiedź brzmi: tak, choć rzadko. Lwy azjatyckie i północnoafrykańskie żyły jeszcze w starożytności i wczesnym średniowieczu na obrzeżach pustyń, w dolinach Nilu i na terenach bardziej zielonych. W czasach Marii Egipcjanki ich obecność była już coraz bardziej marginalna, ale wciąż możliwa — zwłaszcza w wyobraźni pustelników, dla których granica między rzeczywistością a symbolem była cienka.


Pustynia, która mówi językiem zwierząt

Na koniec dochodzimy do wspólnego wniosku: lew Noldego nie musi być ani całkiem realny, ani całkiem fantastyczny. Jest takim, jakim widzi go pustynia — przestrzeń, w której natura i duchowość splatają się w jeden język.

Maria Egipcjanka, leżąca w ciszy, Zozym pochylony nad tajemnicą śmierci i lew, który zamiast ryczeć, milknie — to obraz świata, w którym nawet dzikie zwierzę rozpoznaje moment świętości. I być może właśnie dlatego ta scena, choć osadzona na pustkowiu, wcale nie wydaje się pusta.

Poznaj świętych od zwierząt domowych!