Rozmowa z panem Pięknoduchowyczem o nieobecnych zwierzętach i jednym obrazie, w którym jednak się pojawiają
Wieczór był leniwy, krakersy chrupały rytmicznie, a sudoku — jak to sudoku — zaczęło nas lekko nużyć. W takich chwilach rozmowa z panem Pięknoduchowyczem, człowiekiem o nieograniczonych rejestrach pamięci wizualnej, potrafi wziąć nieoczekiwany zakręt.
Tym razem zakręt prowadził prosto ku Claude’owi Monetowi.
– „Czy on w ogóle malował jakieś zwierzęta?” — zapytałem, zawieszając długopis nad kwadratem 6×6.
– „Przecież te jego ogrody… aż by się prosiło! Choćby kokoszka z młodymi na stawie!”
Ale im dłużej obaj grzebaliśmy w pamięci, tym wyraźniej pojawiała się myśl:
Monet jakby programowo unikał zwierząt.
Monet i jego „światy bez zwierząt”
Ogrody, nenufary, pejzaże — ale żadnej kokoszki
Claude Monet malował światło, barwę, atmosferę. To były jego bohaterowie.
A jednak — jak zauważył mój rozmówca — w całej ogromnej spuściźnie malarza prawie nie ma zwierząt.
Brak:
- ptaków nad rzeką,
- koni w tle pejzaży,
- psów odpoczywających w ogrodzie,
- kaczek na stawie z nenufarami.
Jakby wręcz świadomie usuwał je z kompozycji, żeby nie zakłócały rytmu odbić, światła i mgły.
– „Monet malował świat jako drganie cząsteczek, a nie jako zbiór istot” — podsumował pan Pięknoduchowycz.
Ale jest jeden wyjątek — bażanty

I wtedy mój towarzysz uderzył pięścią w stół sudoku, jakby właśnie wypełnił najtrudniejszą siatkę:
– „Bażanty! Przecież Monet namalował martwe bażanty!”
Miał na myśli niezwykle rzadkie w dorobku Francuza dzieło:
„Nature morte aux faisans” — martwą naturę z bażantami.
Martwe bażanty Moneta – dzieło osobliwe i niepokojące
Dlaczego to takie nietypowe?
Po pierwsze: Monet prawie nigdy nie malował martwej natury.
Po drugie: jeśli już, były to kwiaty lub owoce — nigdy zwierzęta.
A tu — proszę — kompozycja z upolowanymi bażantami, ciężkimi, kolorowymi, o wydłużonych skrzydłach i połyskujących piórach.
– „Dziwne, prawda? Jakby nagle wszedł w obszar zarezerwowany dla Chardina czy Flemalla” — zauważył Pięknoduchowycz.
I rzeczywiście: obraz przypomina bardziej XVII-wieczną martwą naturę niż impresjonistyczny poemat światła.
Porównanie z prawdziwymi bażantami
Nasza rozmowa zjechała ku zoologicznej analizie:
- Kolorystyka: Monet trafnie oddaje metaliczne barwy bażancich piór, choć lekko je rozświetla.
- Proporcje: Są nieco uproszczone, bardziej ekspresyjne niż anatomiczne.
- Ułożenie ciał: Typowe dla tradycyjnej martwej natury — zwisające, „pokonane”, o ciężarze aż dotkliwym.
Widać, że obserwował ptaki dokładnie, ale nie po zoologicznemu — raczej po malarsku, aby ich barwy i faktury grały w kompozycji.
– „Prawdziwy bażant wygląda bardziej muskularnie, ale Monetowi chodziło o rytm piór, nie o anatomię” — stwierdził mój kompana.
Dlaczego Monet to namalował?
Tu zaczęliśmy snuć hipotezy:
- Eksperyment formalny: sprawdzenie możliwości koloru w oparciu o „ciemne tło + jaskrawe pióra”.
- Uległość wobec zamówienia: możliwe, że obraz był pracą komercyjną.
- Faza poszukiwań: powstał wcześnie, zanim Monet zdefiniował swój styl.
- Chwilowa fascynacja światłem na piórach: po prostu malarska ciekawość.
Dlaczego Monet unikał żywych zwierząt?

1. Bo zakłócałyby „płynność światła”
Zwierzę jest konkretne, ma ciężar, ruch, fizyczność.
Monet chciał malować zjawisko, nie obiekt.
2. Bo nie były mu potrzebne do narracji
Zwierzę często wprowadza symbolikę, antropomorfizm lub dramaturgię. Monet uciekał od tego wszystkiego.
3. Bo chciał, by obrazy były o świetle, a nie o życiu
To skrajnie nietypowe podejście — większość impresjonistów lubiła sceny z końmi, psami, kozami.
Monet — nie.
Inne dzieła Moneta, gdzie człowiek jest, ale zwierzęcia brak
Wspomnieliśmy też kilka znanych obrazów, które wręcz błagałyby o obecność zwierzęcia — a jednak milczą:
- Ogrody w Giverny – zero ptaków, zero kotów, zero owadów poza symbolicznością plam barwnych.
- Stogi siana – a przecież to idealna sceneria dla konia lub krówki.
- Mostek nad stawem – żadnej kaczki, żadnego perkozka, żadnej też perkozki.
- Boulevard des Capucines – tłum ludzi, ale żadnego psa.
Monet budował świat jak scenograf — i nie chciał, by zwierzęta rozpraszały światło.
– „On nie malował życia, on malował widzenie” — podsumował Pięknoduchowycz.
Zakończenie — od sudoku do bażantów
Gdy dopiliśmy herbatę, a sudoku wreszcie udało się dokończyć, obaj mieliśmy już jasność:
Monet może i namalował tysiąc obrazów przyrody, ale tylko raz pozwolił, by zwierzęta stały się bohaterami.
Nie żywe, lecz martwe — bażanty zawieszone między światłem a cieniem.
A Pięknoduchowycz dorzucił jeszcze z uśmiechem subtelnie zarysowanym na obliczu:
– „Może gdyby przypadkiem trafił na jakiegoś zaczepnego kotka podczas pracy nad ogrodem, pozwoliłby sobie na jeden obraz ze zwierzakiem?”
Kto wie…

Poznaj inne istoty w obrazach, choćby rumaka z „Szału uniesień„.
