Wiersz o foce

wiersz o foce
🕒 < 1 minuta czytania

Foka na krze

Foka leży na krze, jak leży się wtedy,
gdy nic nie trzeba udowadniać ani sobie, ani światu,
i tylko ciało — ciężkie, ciepłe —
układa się dokładnie tam, gdzie chce.

Morze nie jest groźne,
raczej zajęte sobą,
szumi trochę jak ktoś,
kto mówi półgłosem,
żeby nie przeszkadzać cudzej obecności.

Kra płynie wolno,
bez pośpiechu właściwego wielkim dramatom,
oddalając ląd tak dyskretnie,
że nawet tęsknota nie ma jeszcze powodu, by się pojawić.

Foka czuje słońce,
które nie ogrzewa duszy ani sensu istnienia,
ale grzbiet — i to wystarcza,
bo szczęście bywa przecież
czymś bardzo powierzchownym.

Myśl o nieznanym pojawia się na chwilę,
jak drobne zmarszczenie wody,
lecz zaraz znika,
bo teraźniejszość jest pełna
i nie robi miejsca na więcej.

Tak właśnie płynie czas:
niezbyt głęboki,
niezbyt ważny,
w sam raz,
żeby w nim trwać
bez niepokoju.

Przeczytaj też, proszę, wiersz o syrenie.

sfora metafor