Święty Marcin, biskup z Tours, w ikonografii niemal zawsze pojawia się na koniu. I choć w opowieści najważniejszy jest gest – gdy młody żołnierz dzieli się własnym płaszczem z żebrakiem – to koń, wierny towarzysz, tworzy nieodłączną część sceny. Właśnie on nadaje przedstawieniom rytm i dynamikę: unosząc kopyto, pochylając głowę, stając się świadkiem aktu miłosierdzia.
Na jakim koniu jeździ święty Marcin? Tu zaczyna się rzecz ciekawa. Nie istnieje jeden ustalony „koń Marcina”. Na średniowiecznych freskach i rzeźbach to zwierzę bywało małe, krępe, często przypominające konika w typie rasy nordyckiej, odpornego i praktycznego – takiego, jakich rzeczywiście używano w armii rzymskiej IV wieku. W sztuce późniejszej, barokowej i nowożytnej, koń świętego staje się dumnym rumakiem, w pełnej sile, z rozwianą grzywą, niemal rycerskim wierzchowcem, bo takiej formy wymagała estetyka epoki. W końcu święty ten był rycerzem na koniu!
Ważne jednak, że koń nie jest tu tylko środkiem transportu ani dodatkiem. W ikonografii działa symbolicznie. Marcin pochyla się z siodła ku człowiekowi potrzebującemu – gdyby stał pieszo, gest dzielenia się płaszczem nie miałby takiego wymiaru. Koń wynosi go ponad tłum, ale jednocześnie umożliwia akt zniżenia się. Ten ruch: z wysokości do niskości, z pozycji wojownika do postawy sługi, widać wyraźnie właśnie dlatego, że pod Marcinem stoi koń.
Niektórzy badacze twierdzą, że koń w tej scenie ma jeszcze jedno znaczenie: symbolizuje energię, siłę natury, którą człowiek ujarzmił i prowadzi ku dobremu. To nie jest bestia pędząca na oślep w bitewnym ferworze, lecz zwierzę spokojne, poddane, zatrzymane w pół kroku. Jakby samo uczestniczyło w miłosierdziu swego pana.
Dopowiem tu jeszcze: w każdej z tych reprezentacji koń świętego Marcina jest zarazem zwyczajny i niezwykły. Bo nieważne, czy artysta namalował małego konika w typie konia polskiego, czy dumnego barokowego rumaka – zawsze jest to zwierzę, które użycza swej obecności wielkiej lekcji pokory i dobroci.

Poczytaj o pewnym świętym z Asyżu!
