Sen o spadaniu

Źródło: Wikimedia Commons, Autor: Ian Sane from Oregon, USA

sny o spadaniu i sny o lataniu często się zestawia, ale one wcale nie muszą być dwoma końcami tej samej osi. Raczej są jak różne dialekty mówienia o utracie (albo odzyskaniu) kontroli.

Skąd się bierze spadanie?
Na najbardziej podstawowym poziomie mamy oczywiście neurofizjologię: znany „szarpnięciem” moment zasypiania (hipnic jerk), kiedy mózg jeszcze czuwa, a ciało już się wyłącza. Ewolucyjnie mogło to mieć sens — lepiej fałszywie się „obudzić”, niż spaść z gałęzi. Ale to wyjaśnia raczej krótkie epizody, nie pełnokrwiste sny o otchłaniach, tonięciu czy zapadaniu się bez końca.

Atawizm?

Hipoteza atawistyczna jest kusząca. Zwykle to od niej się zaczyna. Upadek, utrata gruntu, brak dostępu do powietrza — to wszystko są pierwotne zagrożenia, które nie wymagają kultury ani języka. Wpadnięcie w dół, w pułapkę, w bagno, do wody — śmierć nieefektowna, cicha, bez heroizmu. Taki lęk łatwo zapisać w ciele, trudniej wymazać z psychiki.

Ale to tylko część historii.

Źródło: Wikimedia Commons, Autor: No machine-readable author provided. Luberon assumed (based on copyright claims).

Freud (czyli: coś zostało wyparte)

Freud niemal na pewno powiedziałby, że:

  • spadanie = utrata kontroli nad popędami
  • otchłań = to, co wyparte, a jednak domaga się ujścia
  • tonięcie = zalanie przez afekt (lęk, pożądanie, poczucie winy)

W jego słowniku byłby to sen o „opuszczeniu” przez ego, o chwilowym zawieszeniu cenzury. Czasem dodawał też erotyczny podtekst (Freud…), bo oddanie się spadaniu bywa ambiwalentne: strach i ulga naraz.

Jung (eksploracja głębokich pokładów jaźni)

Jung byłby znacznie mniej podejrzliwy. Dla niego spadanie to nie regres, lecz zejście w głąb:

  • otchłań = nieświadomość zbiorowa
  • woda = psyche w stanie pierwotnym
  • brak możliwości wypłynięcia = opór ego przed transformacją

Jung powiedziałby: to nie sen o śmierci, tylko o inicjacji. Ego traci grunt, bo musi go stracić, żeby mogło powstać coś nowego. Spadanie nie jest porażką — jest momentem przejścia. Klasyczny motyw katabazy: Orfeusz, Eneasz, szamani, wszyscy schodzą w dół.

A jeśli spojrzeć współcześnie?

Dzisiejsza psychologia powiedziałaby raczej przyziemnie:

  • spadanie śni się często w okresach niepewności, zmiany statusu, utraty oparcia
  • tonięcie pojawia się, gdy emocje są „za gęste”, a język za ubogi, by je nazwać
  • brak dna to doświadczenie, kiedy nie wiadomo, co dalej i na czym stanąć

Co ciekawe, sny o spadaniu rzadko kończą się uderzeniem. One są procesem, nie finałem. Jakby psyche nie chciała śmierci, tylko ruchu.

Może więc chodzi o coś jeszcze

Może to nie lęk przed upadkiem jest kluczowy, tylko lęk przed brakiem ram. Przed stanem, w którym nie ma brzegu, nie ma punktu odniesienia, nie ma „normalności”. Latanie bywa snem o przekroczeniu granic. Spadanie — snem o tym, że granice zniknęły.

I być może dlatego te sny są tak częste. Bo życie bardzo często polega właśnie na tym:
nie na staniu, lecz na leceniu albo spadaniu — i udawaniu, że to to samo.

Jeśli chcesz, możemy się przyjrzeć konkretnym wariantom (otchłań vs woda, samotnie vs w tłumie, z lękiem vs z rezygnacją). Detale w takich snach mówią więcej niż cała teoria.

„Spadający ptak” Paula Klee. Bardziej wygląda tu jak jaszczur. Ale wektor spadania został jasno zaznaczony.

Zwierzyna towarzyszy mi w życiu, odkąd sięgam pamięcią. Dziecięce zainteresowanie dinozaurami oraz dzikimi kotami przerodziło się w dojrzałą fascynację wobec wszelkich istot – żywych, wymarłych i mitycznych.