„Sen” Henriego Rousseou

sen henriego Rouseau
🕒 3 minuty czytania

(opowieść o niemożliwej dżungli według pana Pięknoduchowycza)

Kiedy wpatrujemy się w obraz długo, aż oczy przestają należeć do jawy, liście zaczynają szeleścić naprawdę. Pan Pięknoduchowycz nachyla się i szepcze:

Nie bój się. Ta dżungla nie gryzie… chyba.

I wtedy widzimy ją taką, jaka jest naprawdę — nie geograficzną, lecz psychiczną. Dżunglę śnioną, splątaną z symboli, wspomnień i nocnych zwierząt, które nie powinny istnieć obok siebie, a jednak istnieją, bo sen nie zna map ani zakazów.


Nosorożec — góra milczącego snu

W głębi, gdzie cień jest gęstszy niż mrok, stoi nosorożec. Nie rusza się, nie oddycha prawie, jakby był rytem z bazaltu. Jego skóra przypomina skorupę pradawnej planety.

Pan Pięknoduchowycz wzdycha:

To strażnik. Bestia nieświadomości. We śnie trzeba mieć coś, co trzyma masę świata, by się nie rozsypał.

Nosorożec patrzy w jedną stronę, ale nie wiadomo w którą — może w głąb siebie. Może w nas.


Małpka na gałęzi — błysk, psota i zdrada powagi

A gdzieś nad tobą, zawieszona między dwoma liśćmi większymi niż rozłożyste dłonie bogów, wisi małpka. Jej ogon zwija się jak znak zapytania zadawany światu.

Jest lekka, kpiarska, drgająca.

Widzisz? — mówi pan Pięknoduchowycz.
Każdy sen, choćby był najciemniejszy, potrzebuje kogoś, kto mu wykrzywi powagę. To jest trickster. Strażnik humoru. Bez niej koszmar byłby zbyt ciężki.

Małpka kiwa głową, jakby słyszała, i znika w liściach śmiechem, którego nie słychać, ale się go przeczuwa.


Postać grająca na flecie — ten, który przywołuje bestie

Najbardziej niepokojąca jest jednak ciemna postać grająca na flecie — człowiek, cień, sylwetka, ktoś pomiędzy. Flecista stoi w półmroku, z którego nie sposób wyłonić twarzy. Jego flet jest cienki jak roślina, ale brzmi jak zaklęcie.

Kiedy gra, rośliny zdają się oddychać głębiej. Zwierzęta słuchają: lwy, wąż, nosorożec, małpka, ptaki. Jakby jego muzyka była ich paszportem do istnienia. Lwy przy okazji są jak gdyby zahipnotyzowane – nie wiadomo, czym bardziej – grą muzyką, czy widokiem kobiety…

Pan Pięknoduchowycz marszczy brwi:

Ten grajek to nie przewodnik… to raczej medium. To ktoś, kto wzywa zwierzęta z nieświadomości. Bez niego ta dżungla nie przyszłaby na świat. On sam może być snem snu.

Czy jest przyjazny?
Czy groźny?
Czy tylko gra, nie wiedząc, co budzi?

Sen nie odpowiada.


Dlaczego ta dżungla nie mogłaby istnieć?

Zoologia mówi: niemożliwe.

  • lwy z Afryki,
  • małpka przypominająca gatunki z Ameryki,
  • nosorożec, który mógłby być afrykański lub azjatycki,
  • wąż jak boa,
  • rośliny z różnych kontynentów,
  • i jeszcze flecista, który wygląda jak przybysz z mitu, nie z ziemi. Mozę dziwny Orfeusz – ów słynny zaklinacz dzikich bestii – który przybył do Eurydyki w swobodnej porze?

To wszystko rośnie razem, w jednej gęstwinie. W rzeczywistości nie ma takiej planety, nawet w ogrodach botanicznych.

Ale w snach — wszystkie biomy stają się jednym.

Pan Pięknoduchowycz uśmiecha się pod nosem:

Zoologowie by się pokłócili. Botanicy pobledli. Ale sny mają inne prawo: prawo dziwności. Tu każdy liść rodzi własne zwierzę. To nie dżungla realne – zaś pełna lęku i zachwytu dżungla naszej duszy.

Lwy są w nas!

Poczytaj o innych obrazach zwierząt, choćby o koniach w najsłynniejszych dziełach Degasa!