Gdy mówi się „malarz koni”, wielu bez wahania wskazuje jednego nazwisko: Juliusz Kossak. I rzeczywiście, był on kimś w rodzaju konnego kronikarza XIX wieku – człowiekiem, który potrafił oddać ruch, temperament i godność konia lepiej niż ktokolwiek przed nim w polskim malarstwie. Na jego płótnach rumaki nie stoją sztywno jak modele, lecz galopują, parskają, widać ich mięśnie, parę z nozdrzy i napięcie karku. Kossak nie tylko malował konie – on je rozumiał.
Ale historia nie kończy się na nim. Bo miano „malarza koni” przysługuje nie jednemu artyście, lecz całej tradycji.
Kossakowie – dynastia miłośników koni

Po Juliuszu przyszli kolejni: Wojciech Kossak, jego syn, i Jerzy Kossak, wnuk. Każdy z nich odziedziczył miłość do koni, choć każdy widział je inaczej. Wojciech – bardziej monumentalnie, w scenerii bitew, szarż i parad. U niego koń to bohater wojny, partner w heroizmie i chwale.
Jerzy zaś, tworząc w dwudziestoleciu międzywojennym, wprowadził więcej liryzmu, czasem sentymentalności. W jego obrazach koń bywał wiernym towarzyszem jeźdźca, strażnikiem wspomnień o dawnej Polsce.
Trudno więc mówić o jednym „malarzu koni”, gdy całe pokolenia Kossaków tworzyły wspólną malarską narrację o tym zwierzęciu – pełną ruchu, szumu skrzydeł husarzy na koniach, świstu szabli i tętentu po błocie historii.
Inni malarze koni
Choć Kossakowie uczynili z konia symbol polskości, inni malarze też znaleźli w nim coś dla siebie. Józef Chełmoński malował konie dzikie, pędzące przez śnieżne równiny w Czwórce czy Babim lecie. Jego rumaki nie były jednak końmi husarskimi – były zaś naturą samą w sobie, nieokiełznaną i prawdziwą.
Piotr Michałowski – jeszcze wcześniej – stworzył sceny końskie z niezwykłą energią i ekspresją, które zachwycały nawet francuskich krytyków. W jego Jeźdźcu na koniu czy Szwoleżerze koń staje się częścią człowieka, jakby obaj dzielili jeden oddech.
Koń w polskiej wyobraźni
W polskiej kulturze koń towarzyszy bohaterom, uobecnia wolność, siłę i możliwość ucieczki. Nic więc dziwnego, że tylu artystów próbowało uchwycić go pędzlem. „Malarz koni” to nie tytuł jednego mistrza, ale pewien sposób widzenia świata – w ruchu, w napięciu, w galopie między naturą a kulturą
