W kącie opuszczonego ogrodu stoi antyczny posąg młodej kobiety – głowa i barki wyrzeźbione z białego marmuru, reszta ciała ginie w bujnej roślinności. Twarz jest gładka, oczy zamknięte, usta spokojnie złączone. To kobieta w pełni młodości, dwadzieścia kilka lat, może trochę więcej. Suta pajęczyna pokrywa całą powierzchnię oblicza. Nici są grube, szare, zbite w warstwy – oplatają czoło, policzki, wargi, by wreszcie spłynąć po szyi ciężkimi splotami.
W zagłębieniach oczu zebrały się resztki kurzu, liście, drobne owady uwięzione dawno temu. Pajęczyna nie maskuje rysów, raczej je podkreśla: linie twarzy rysują się pod nią ostrzej, jakby kamień oddychał przez tę szarą powłokę.
Posąg stoi prosto, niewzruszony, od wieków w tym samym miejscu. Marmur przetrwał deszcze, mrozy, słońce – nie pękł, nie osunął się. Pajęczyna narastała powoli (ile pajęczych pokoleń się nad nią trudziło?), aż pokryła go całkowicie, zostawiając tylko zarys postaci i oblicze bez skazy pod gęstą tkaniną przywołującą na myśl woal albo całun.
Nici trzymają kurz i martwe owady, twarz pod spodem jest zaś czysta, bez rys. Marmur nie zmienia się, pajęczyna tak – gęstnieje z każdym rokiem. Posąg stoi wśród chwastów, widoczny z daleka jako nieokreślony szary blok.

Nie zapomnij o mnie…
Poczytaj też o tym, jak powstała meduza i poznaj baśń o Arachne.
