Spacer ulicami Grudziądza bywa czasem jak wejście w obraz. Kiedy natrafiliśmy na porzucony kiosk wypełniony manekinami — stojącymi cicho, w osłupieniu, jakby czekały na powrót sprzedawczyni, która wyszła po papierosy sto lat temu — pan Pięknoduchowycz od razu wypowiedział nazwisko: Giorgio de Chirico.
I rzeczywiście, w tamtej chwili Grudziądz zafalował raptem, niespodzianie w kierunku metafizyki.
Manekiny i puste place: przestrzeń, w której zwierzęta milkną
De Chirico kojarzy się przede wszystkim z pustką. Długie, chłodne cienie, geometryczne place, budynki, które wyglądają jak makiety z antycznej tragedii, ale bez aktorów. Pośród nich stoją manekiny — bez twarzy, bez ust, bez oczu. Są jak ucieleśnienia losu, który ma formę, lecz nie ma głosu.
W takiej scenerii każde zwierzę wydaje się zjawiskiem niemal cudownym. I właśnie o tym rozmawialiśmy — o obecności istot żywych w pejzażach, które z pozoru nie dopuszczają niczego organicznego.
Konie: jedyne stworzenia, które się poruszają
W wielu obrazach de Chirico koń pojawia się jako figura paradoksalna. Nie jest zwierzęciem w ruchu, lecz wyobrażeniem ruchu, zatrzymanym w kadrze jak grecka rzeźba.
Pan Pięknoduchowycz zauważył, że konie u di Chirico nie mają tej energii, którą znamy z obrazów Delacroix czy z rzeźb z Partenonu. Są jak sny o koniach — zdystansowane, nieruchome, odsunięte od życia, a jednak niepokojąco obecne.
Ich zadaniem jest wywołać uczucie trwania, jakby to one pamiętały rzeczy sprzed czasu, podczas gdy człowiek i jego manekiny dopiero próbują tę pamięć odzyskać.
Zebra: outsider w świecie antycznych arkad
Zebra pojawia się u de Chirico rzadko, co czyni ją stworzeniem wyjątkowym. Jej czarno-białe pasy odbijają się od pastelowych murów, jakby cały obraz nagle stał się grafiką.
Gdy omawialiśmy ją z panem Pięknoduchowyczem, przyszło nam do głowy, że wprowadza element obcości, niemal komiczny, ale zarazem niepokojący — bo przecież ta afrykańska sylwetka wśród europejskich ruin wydaje się wyrwana z innego wymiaru.
W świecie metafizycznych placów zebra działa jak szczelina: przez nią do wnętrza obrazu wdziera się coś, co nie chce być całkiem racjonalne.

Cień starożytnego jeźdźca: obecność bez ciała
W kilku pracach pojawia się również cień — jedynie cień — człowieka na koniu. Nie wiadomo, czy to wspomnienie antyku, czy echo bohatera, który kiedyś przemknął przez plac i już nie powróci.
Cień ten nie prowadzi konia, lecz jakby go wspominał.
Z panem Pięknoduchowyczem zgodziliśmy się, że taki motyw pokazuje paradoks de Chirica: im mniej jest treści, tym silniej czujemy jej nieobecność.
Młode centaury: stworzenia pomiędzy światami
Centaury u de Chirico należą do najbardziej symbolicznych istot. Nie mają w sobie dzikości mitologicznych wojowników, lecz dziecięcą kruchość.
Trwają na skrajach obrazów, jakby bały się wejść w centrum kompozycji.
Pan Pięknoduchowycz stwierdził, że te młode hybrydy są jak „niedokończone wspomnienia”, które nigdy nie zdążyły nabrać pełnej formy. Ja dodałem, że mogą być odbiciem samego malarza, który łączył w sobie klasycyzm i melancholię nowoczesności.
Czy zwierzęta łagodzą melancholię czy ją pogłębiają?
Zastanawialiśmy się długo, czy konie, zebry i centaury stanowią przeciwwagę dla pustki, czy raczej podkreślają jej mroczne piękno.
Po chwili milczenia pan Pięknoduchowycz powiedział:
— One przynoszą ruch tam, gdzie wszystko stoi. Ale ruch, który nie ratuje. Ruch, który tylko przypomina, że kiedyś istniało życie.
To zdanie bardzo dobrze opisuje ich rolę.
Zwierzęta u de Chirica nie niosą nadziei.
Nie tchną życia w manekiny.
Nie przynoszą ukojenia.
Są jak ślady dawnego świata — ostatnie echo natury, które odbija się od ściany pustego placu i wraca w naszą stronę z opóźnieniem.
Zakończenie: kiosk, manekiny i duch metafizyki
Po dłuższej rozmowie spojrzeliśmy jeszcze raz na opuszczony kiosk. Manekiny wyglądały dokładnie tak, jak te z obrazów de Chirica: trochę jak bohaterowie, trochę jak rekwizyty.
Zwierząt tam nie było, lecz właśnie ich brak sprawił, że myśl malarza pojawiła się niemal natychmiast.
Gdy ruszyliśmy dalej, pan Pięknoduchowycz mruknął:
— Jakby tu stanął koń, nawet z tektury, już mielibyśmy cały obraz gotowy.
I trudno było się z nim nie zgodzić.

Ponaj też najsłynniejsze dzieła Edgara Degassa, gdzie również pojawiają się konie!
