Strona główna » Blog » Symbolika zwierząt » Czy zwierzę może być twórcą dzieła?
Posted in

Czy zwierzę może być twórcą dzieła?

obraz namalowany przez słonia
Obraz stworzony przez słonicę Kamalę

Rozmowa z Eleonorą, malarką i miłośniczką zwierząt

Spotykamy się w jej pracowni, prawie całej zastawionej sztalugami i płótnami. Gdy wchodzę, uważam, żeby nie przydeptać leżącej tu i ówdzie tubki z farbą.


Wyznawca Istot: Eleonoro, w mediach od czasu do czasu pojawiają się filmy, na których słoń trzyma pędzel i maluje. Czy to naprawdę sztuka, czy tylko cyrkowa sztuczka?

Eleonora: To zależy, jak rozumiemy sztukę. Jeśli przez „sztukę” rozumiemy akt ekspresji, to tak – słoń, który zostawia ślad, jest artystą. Ale jeśli sztukę widzimy jako świadome tworzenie znaczenia, to już niekoniecznie. Większość tych słoni jest tresowana, więc to raczej pokaz posłuszeństwa niż twórczości.

W.I.: Czyli nie dorównuje Michałowi Aniołowi?

Eleonora (śmiech): Michał Anioł to inna liga. Ale proszę zauważyć, że w obu przypadkach mamy do czynienia z ruchem ręki, z gestem. Różnica polega na tym, że człowiek rozumie, co chce powiedzieć, a zwierzę – co najwyżej odczuwa przyjemność z działania. Choć, powiem szczerze, gdy patrzę na niektóre ekspresyjne płótna współczesnych artystów, to i słoń z Tajlandii mógłby spokojnie zawisnąć obok.


W.I.: Czy znasz inne przypadki zwierzęcych „twórców”?

Eleonora: Oczywiście. Najbardziej znana jest pajęczyca, która „malowała” w laboratorium Louise Bourgeois – artystka obserwowała, jak pająki tworzą sieci i traktowała je jak współautorki.
Potem były eksperymenty z malpami kapucynkami, które rozprowadzały farbę po płótnie – zupełnie spontanicznie, ale z efektem, który bywał zaskakująco harmonijny.
Są też ptaki bowerbirdy, czyli altanniki – samce budują skomplikowane konstrukcje z kolorowych przedmiotów, żeby przyciągnąć samice. To już czysta instalacja artystyczna!

W.I.: A więc instynkt estetyczny istnieje poza człowiekiem?

Eleonora: Tak, tylko że nie ma w nim tej refleksji, która czyni sztukę ludzką.
Ptak nie pyta, czy to piękne. On wie, że działa.
To rodzaj biologicznej intuicji, nie idei. Ale to nie znaczy, że powinniśmy to lekceważyć – w końcu my też zaczynaliśmy od zachwytu nad kształtem, zanim zaczęliśmy wszystko tłumaczyć.


obraz namalowany przez słonicę
„Dzieło” słonicy Kamali

W.I.: Czy zwierzę może więc być uznane za autora?

Eleonora: Prawnie – nie. Estetycznie – może.
Jeśli pies zostawi ślad na płótnie, a człowiek uzna to za poruszające, to akt twórczy wydarzył się między nimi.

To trochę jak taniec: nie ma jednego autora, jest współobecność.
Zresztą, czy dziecko, które bazgrze, jest mniej artystą niż ktoś po Akademii?
W świecie sztuki kategoria „intencji” bywa przeceniana.


W.I.: Czy zdarzyło ci się pracować ze zwierzęciem?

Eleonora: Tak. Przez dwa lata prowadziłam cykl „Ślady obecności”.
Rozkładałam na ziemi duże arkusze papieru i pozwalałam moim psom przechodzić po nich po deszczu, zostawiając odciski łap. Nie korygowałam ich, nie prowadziłam. Potem tylko nanosiłam delikatne linie, jakby prowadząc z nimi dialog.

„Sztuka to rozmowa z kimś, kto nie mówi w naszym języku, ale coś nam odpowiada” – to zdanie powtarzała mi moja nauczycielka z ASP i myślę, że dotyczy także zwierząt.


W.I.: Ale czy nie jest to forma antropomorfizmu – przypisywania zwierzętom ludzkich cech, choćby tego, że słoń płacze?

Eleonora: Pewnie trochę tak. Ale może to dobrze? Przecież antropocentryzm, czyli przekonanie, że tylko człowiek tworzy i czuje, doprowadził nas do traktowania reszty świata jak tła. Jeśli słoń z pędzlem pozwala komuś zrozumieć, że zwierzę też ma wrażliwość, to już jest więcej niż sztuka – to empatia.


W.I.: Czyli sztuka ma tu funkcję etyczną?

Eleonora: Tak, i to ogromną.
Zwierzęta, które tworzą – świadomie czy nie – przypominają nam, że twórczość to nie tylko talent, ale sposób bycia w świecie. Słoń, który maluje, nie robi tego dla galerii. Robi to, bo go to uspokaja.
Człowiek, który to ogląda, zaczyna inaczej patrzeć na swoje własne gesty.


Pytanie: A więc kto tu jest prawdziwym artystą?

Eleonora: Może oboje.
Słoń, który trzyma pędzel, i człowiek, który w tym widzi coś więcej.
Sztuka zawsze dzieje się w tym napięciu – między ręką a okiem, instynktem a interpretacją.
Czy dorównuje Michałowi Aniołowi?
Nie. Ale może przypomina nam, że nawet Michał Anioł zaczynał od machania ręką po ścianie.


W.I.: Gdybyś mogła, komu powierzyłabyś pędzel: psu, sroce czy koniowi?

Eleonora: (śmieje się) Sroce. Ona by go ukradła, ale coś by z tego wyszło.

W.I.: Na pewno by coś zmalowała!

Eleonora: (donośny śmiech)