Konie w tekstach piosenek
Kontynuujemy cykl o zwierzętach w piosenkach. Tym razem wracamy do suchego, rozpalonego słońcem roku 1972 – prosto na pustynię, gdzie nie ma nic oprócz piasku, nieba i absolutnej wolności. Utwór, który brzmi jak transowa mantra hipisa na kwasie: leniwa gitara akustyczna, bas sunący jak wielbłąd i ten hipnotyczny, niemal dziecięcy refren, który wchodzi do głowy i już nigdy nie wychodzi.
A Horse With No Name
Klasyk zespołu America, napisany przez Deweya Bunnella w deszczowej Anglii – paradoksalnie – jako tęsknota za amerykańskim południowym zachodem, który znał z dzieciństwa. Konia bez imienia wymyślił, bo… „tak po prostu brzmiało lepiej niż ‘a horse named Fred’”.
Tekst po angielsku
On the first part of the journeyI was looking at all the life
There were plants and birds and rocks and things
There was sand and hills and rings
The first thing I met was a fly with a buzz
And the sky with no clouds
The heat was hot and the ground was dry
But the air was full of soundI've been through the desert on a horse with no name
It felt good to be out of the rain
In the desert you can remember your name
'Cause there ain't no one for to give you no pain
La la la la la la, la la la, la laAfter two days in the desert sun
My skin began to turn red
After three days in the desert fun
I was looking at a river bed
And the story it told of a river that flowed
Made me sad to think it was deadYou see I've been through the desert on a horse with no name
It felt good to be out of the rain
In the desert you can remember your name
'Cause there ain't no one for to give you no pain
La la la la la la, la la la, la la
Tłumaczenie na polski
Na początku tej drogi
Patrzyłem na całe życie
Były rośliny, ptaki, skały i takie tam
Był piasek, wzgórza i kręgi
Pierwsze, co spotkałem – mucha z bzykiem
I niebo bez chmur
Było gorąco, ziemia sucha
Ale powietrze pełne dźwiękuPrzejechałem pustynię na koniu bez imienia
Dobrze było uciec od deszczu
Na pustyni możesz pamiętać swoje imię
Bo nie ma tu nikogo, kto sprawi ci ból
La la la la la la, la la la, la laPo dwóch dniach pod słońcem pustyni
Moja skóra zaczęła czerwienieć
Po trzech dniach pustynnej zabawy
Patrzyłem na wyschnięte łożysko rzeki
I historia, którą opowiadała o rzece, co płynęła
Smutno mi było, że umarłaBo przejechałem pustynię na koniu bez imienia
Dobrze było uciec od deszczu
Na pustyni możesz pamiętać swoje imię
Bo nie ma tu nikogo, kto sprawi ci ból
La la la la la la, la la la, la la
O koniu, który nie potrzebuje imienia (interpretacja)
Koń bez imienia nie jest przypadkiem – to jeden z najpiękniejszych symboli wolności w całej historii rocka.
Na pustyni nie ma ludzi, nie ma oczekiwań, nie ma presji społecznej („there ain’t no one for to give you no pain”). Kiedy znikają inni, znika też potrzeba etykietek – nie musisz się nazywać, nie musisz być „kimś”. Koń również nie ma imienia, bo w tym świecie imiona są zbędne. Jest tylko ruch, wiatr i nieskończoność.
Pustynia to stan umysłu: miejsce, gdzie zrzucasz cywilizację jak mokrą kurtkę („it felt good to be out of the rain”). Koń bez imienia staje się przedłużeniem jeźdźca – czystą, nieokiełznaną energią, instynktem, wolnością bez kompromisów. Nie ma siodła władzy, nie ma wędzidła obowiązków. Jest tylko rytm kopyt i oddech w harmonii z horyzontem.
Dewey Bunnell mówił później, że piosenka powstała z tęsknoty za dzieciństwem spędzonym na bazach wojskowych w Arizonie i Kalifornii – za chwilami, gdy świat był ogromny, a ty byłeś w nim całkowicie wolny i niewidzialny. Koń bez imienia to właśnie to dziecięce „ja” – zanim świat zaczął cię nazywać, oceniać i ograniczać.
Fun fact: w pierwszych wersjach demo koń miał imię – „Desert Rat” (Pustynny Szczur). Dobrze, że je wyrzucili. Czasem wolność zaczyna się od tego, że przestajesz się nazywać.

Sprawdź, czy w Polsce są dzikie konie!
