No cóż, zapach knura to nie jest woń, którą łatwo przyjąć bez grymasu. Ostry, ciężki, natarczywy, czasem niemal gryzący nozdrza – od wieków budził w człowieku mieszaninę odrazy i fascynacji. Hodowcy trzody dobrze wiedzą, że zapach dorosłego samca wieprza ma w sobie coś niepokornego, coś, co nie pozwala pomylić go z żadnym innym stworzeniem. Jest w nim agresja, siła, namiętność, pierwotny sygnał, że oto w zagrodzie pojawił się władca.
- Knur, w przeciwieństwie do spokojnej lochy, niesie w sobie energię dominacji. Jego zapach jest nie tylko fizjologią – hormonami, które natura stworzyła, aby przyciągały samice i odstraszały rywali. To także komunikat, znak, ostrzeżenie. W świecie zwierząt zapach bywa językiem, a knur mówi nim donośnie. W nozdrzach zwierząt i ludzi pozostawia ślad mocny, niezatarty, nie do zapomnienia.
Dla ludzi ten zapach stał się powodem do drwin, powiedzeń, skojarzeń z brudem i prostactwem. Kiedy ktoś powie o drugim: „śmierdzisz jak knur”, nie chodzi tylko o fizyczną woń, lecz o przypisanie mu cech samca rodem z chlewu – grubiaństwa, nieokrzesania, żarłoczności. To niesprawiedliwe uproszczenie, które zdejmuje z człowieka odpowiedzialność za jego zachowania i zrzuca winę na zwierzę. A przecież knur pachnie tak, jak nakazała natura. Nie udaje kogoś innego, nie wstydzi się swego ciała, nie ukrywa feromonów. Jest w pełni sobą.
Poza tym popełnia się jakże częsty grzech antropomorfizacji!
Poeci, ci bardziej wrażliwi, potrafili w tym zapachu dostrzec nie tylko coś wstrętnego, ale przeciwnie: siłę życia, elan vital (dosł. pęd życiowy). W ciężkiej woni knura kryje się przecież energia płodności, upór przetrwania gatunku. Gdyby knur pachniał fiołkami, być może nie robiłby takiego wrażenia na lochach, a gatunek wygasłby w ciszy. To, co dla człowieka jest trudne do zniesienia, w świecie zwierząt staje się znakiem zdrowia i męskości.
Można więc spojrzeć na zapach knura jak na poezję natury – poezję szorstką, bez metafor, pisaną grubą kreską. To nie lilia ani róża, które uwodzą delikatnością, lecz bukiet surowy, ziemisty, w którym mieszają się pot, żelazo i gniew. A jednak ma on w sobie prawdę, której człowiek czasem się boi: prawdę o ciele, o tym, że życie pachnie nie tylko słodyczą, ale i ciężarem.
Zatem, gdy zatrzymują się przed zagrodą, nie zatykam nosa. Próbuję odczytać sens odoru. W ostrym zapachu knura słyszę echo pradawnej pieśni: „Jestem. Żyję. Walczę. Chcę pozostawić po sobie ślad”.
I choć człowiek pragnie odwrócić głowę, choć chce skryć się w świecie mydeł, perfum i odświeżaczy powietrza, to jednak nie ucieknie od tej prawdy – że życie zawsze pachnie. Czasem słodko jak jabłka, czasem cierpko jak krew, a czasem tak nieprzejednanie jak knur.
