Strona główna » Blog » Ssaki » Słoń malarz. Czyli co naprawdę zmalował ten trąbowiec
Posted in

Słoń malarz. Czyli co naprawdę zmalował ten trąbowiec

słoń malarz
Tworzy słoń w ciszy i skupieniu.

Wszystko zaczęło się – jak zwykle w naszych czasach – od viralowego filmiku. Na nim słoń, podobno o imieniu Kamala, trzyma pędzel w trąbie. Na płótnie widać kontury innego słonia, z trąbą uniesioną ku górze.

Internauci piszą: „arcydzieło!”, „słoń, który rozumie sztukę!”, a niektórzy – „oto prawdziwy van Gogh dżungli”.
Problem w tym, że między kamerą a pędzlem stoi ktoś jeszcze: człowiek.


Kamala i ręka opiekuna

Kamala żyje w Tajlandii, nie w Indiach, choć przez lata w mediach pojawiały się sprzeczne wersje.
To część programu edukacyjno-turystycznego, w którym słonie „malują” pod okiem treserów.

Słonie rzeczywiście trzymają pędzel, ale każdy ich ruch jest kontrolowany — delikatnymi dotknięciami ucha. Treser daje sygnał, kiedy zrobić kreskę, kiedy przerwę. Kamala nie zna pojęcia kompozycji (przecież tego się nie je). Reaguje na rytm, nagrodę i głos.

Nie zmienia to faktu, że obraz wygląda wzruszająco. Widzimy słonia, który jakby rozpoznawał siebie.
I może dlatego tak bardzo chcemy wierzyć, że to nie tresura, tylko autentyczne „ja” zwierzęcia wychodzące spod pędzla.


Czy słoń może być van Goghiem?

Nasuwa się nurtujące zagadnienie – czy zwierzę może być twórcą dzieła?

Nie w sensie, w jakim rozumiemy sztukę ludzką. Van Gogh malował, by wyrazić świat. Słoń maluje, bo nauczył się, że za to dostanie banana. Ale tu pojawia się pytanie filozoficzne, nie zoologiczne: czy sztuka istnieje tylko wtedy, gdy ktoś wie, że ją tworzy?

Eleonora, malarka i badaczka zwierzęcej ekspresji, powiedziałaby pewnie, że akt tworzenia nie zawsze wymaga świadomości – wystarczy gest, który zostawia ślad.

A słoń gest ma doskonały, trzeba to oddać trąbowcowi: stabilny, płynny, pełen powagi.

Kiedy Kamala unosi trąbę z pędzlem, trudno nie widzieć w tym skupienia, może nawet skupienia większego niż u niejednego człowieka z pędzlem w ręku.


Zwierzęcy ekspresjonizm

Naukowcy, którzy badali takie przypadki, zauważyli coś ciekawego: słonie, szympansy czy orangutany nie malują spontanicznie, dopóki ktoś ich tego nie nauczy. Nie mają potrzeby zostawiania śladu dla samego śladu.

Ale gdy już poznają farby, potrafią odróżnić kolory, wybrać ulubiony, powtórzyć gest.
To nie sztuka, lecz zabawa z potencjałem estetycznym.

Czyli coś pomiędzy psychologią a poezją. Słoń Kamala nie zna nazw pigmentów, ale zna ruch, który przypomina ludzki akt twórczy. I może właśnie w tym tkwi siła tego mitu: widzimy w niej siebie sprzed tysięcy lat, gdy człowiek pierwszy raz odbił dłoń na ścianie jaskini.


💬 Mistyfikacja, która uczy

Niektórzy mówią: „to oszustwo, turystyczny teatrzyk”. Inni: „nieważne, bo i tak piękne”. Rzeczywistość jest gdzieś pośrodku. Treserzy uczą słonie gestu, ale to, że my – ludzie – widzimy w nim duszę artysty, mówi więcej o nas niż o nich. (Swoją drogą wtórni malarze, tzw. akademicy, też nigdy nie wychodzą poza wyuczone, wręcz wytresowane gesty).

Chcemy, by zwierzę było kimś więcej niż tylko zwierzęciem. Może to dobrze. W czasach, gdy człowiek oddala się od natury, każda historia o słoniu z pędzlem jest jak przypomnienie, że twórczość nie zaczyna się od teorii, tylko od ruchu i ciekawości.


Van Gogh z dżungli?

Nie, Kamala nie jest van Goghiem. Ale gdyby van Gogh zobaczył jej obraz, może by się uśmiechnął.
Bo i on wiedział, jak to jest malować nie po to, żeby świat zrozumiał, ale żeby na chwilę przestał być tak strasznie obcy.


Słoń Kamala istnieje naprawdę. Obrazy, które jej przypisują, powstały w ramach projektów mających finansować ochronę słoni. Czyli, paradoksalnie, ta „mistyfikacja” przynosi im dobro.

A jeśli sztuka ma moc ratowania życia – nawet pośrednio – to może właśnie tam, w cieniu dżungli i pewnymi posunięciami pędzla, sztuka wciąż się zdarza.