Zimą niby wszystko powinno spać: jeże w liściach, niedźwiedzie w gawrach, a kleszcze… no właśnie. One najwyraźniej nie czytały podręczników przyrodoznawstwa. Co roku ktoś pyta: „Czy zimą w ogóle istnieją kleszcze?” I choć odpowiedź „tak” brzmi jak złośliwy żart natury, to jest jak najbardziej prawdziwa. Różnica polega jedynie na tym, że zimą kleszcze mają inne zwyczaje i inne adresy.
Gdzie kleszcz idzie na zimę?
Kiedy na dworze mróz, śnieg i pogoda nie sprzyja ani ssaniu, ani spacerom po trawniku, kleszcze schodzą tam, gdzie ciepło i wilgotno. A takich miejsc natura dostarcza wbrew pozorom sporo:
- piwnice — to nie żart, raz tak właśnie jednego złapałem; stare, lekko wilgotne piwnice potrafią być dla nich jak sanatorium: bez mrozu, za to z ciągłą, stabilną temperaturą;
- nory gryzoni — bo gdzie mysz, tam mikroklimat i żywiciel w komplecie;
- kopce, jamy, sterty liści — wystarczy kilka centymetrów izolacji, by mróz nie sięgnął tak głęboko;
- legowiska zwierząt — lisy, borsuki, kuny i zdziczałe koty „udzielają noclegu” także kleszczom.
Gdy temperatura przy ziemi tylko na chwilę podskakuje powyżej zera, część kleszczy potrafi wyjść nawet zimą i zaczaić się na źdźbłach traw — tak, w styczniu.

Wyprawa terenowa do piwnicy
Żeby nie być gołosłownym, postanowiłem ruszyć w teren. Oczywiście nie w las — tam aktualnie zalega śnieg i tylko najtwardszy kleszcz podjąłby patrol. Kieruję się więc tam, gdzie ponoć można spotkać zimową elitę tych pajęczaków: do piwnicy w starym bloku.
Drewniane drzwi skrzypią, powietrze pachnie kurzem i ziemią. Temperatura przyjemna, coś koło dziesięciu stopni. I rzeczywiście — po chwili widzę to, co wygląda na drobinę życia na ścianie tuż przy rurze. Maleńki, brązowy owal, powolny jak kropelka żywicy. Jeśli to nie kleszcz, to jego dobry znajomy.
Nie czekam, aż pozdrowi mnie osobiście. Robię zdjęcie, zamykam notatnik i ruszam z powrotem. W końcu misja spełniona: kleszcze zimą istnieją — tylko zmieniają miejsce dyżuru.
Jak to się dzieje?
Kleszcze nie są ciepłokrwistymi stworzeniami. Mogą przeżyć chłód, byle tylko:
- nie zamarzły na kość,
- miały wysoką wilgotność,
- nie były wystawione na wiatr i gwałtowne zmiany temperatur.
Dlatego właśnie przesiadują w ziemi, ściółce, norach, a czasem – o paradoksie współczesnego świata – w piwnicach ludzkich domów.
Czy mamy się zimą bać?
Nie tak jak latem. Zimą aktywność kleszczy jest bardzo niska, a w wielu miejscach wręcz zerowa. Ale w cieplejsze zimy lub podczas odwilży potrafią wrócić do gry. Stąd sporadyczne przypadki ugryzień zimowych — głównie psów i kotów.
Człowiek, który wychodzi zimą na spacer w parku, ma minimalną szansę spotkania kleszcza. Ale miło jest wiedzieć, że w piwnicy bloczku pod lasem ten ktoś czuwa, planuje kampanię wiosenną i czeka na lepszą pogodę.

Poczytaj o ćmie w domu oraz o wtyku amerykańskim w domu i zobacz, jak inne niewielkie zwierzęta radzą sobie z chłodniejszymi temperaturami!
