Gdy otwieramy Księgę Rodzaju, niemal od razu napotykamy tajemniczego bohatera, który na zawsze odmienił los człowieka. „A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta polne, które Pan Bóg uczynił” – czytamy. Wąż w raju. Ten, który szepnął Ewie słowa zwątpienia i obietnicy: „Na pewno nie umrzecie”. To od niego zaczęła się historia grzechu, wygnania, tęsknoty za utraconym ogrodem. Ale kim on naprawdę był? Czy tylko zwyczajnym gadem, pełzającym po ziemi, czy może raczej smokiem, który ukrył się pod postacią węża?
Gad, smok, a może coś jeszcze potworniejszego?
Tradycja biblijna, a także jej późniejsze interpretacje, nie są w tej sprawie zgodne. Ojcowie Kościoła nieraz powtarzali, że wąż to nie był zwykły gad, lecz sam szatan, który przybrał formę zwierzęcia. W apokryfach i komentarzach wschodnich wąż jawi się wręcz jako smok – istota o skrzydłach i ogniu w oddechu. W niektórych ikonach można zobaczyć diabła, który nie pełza, ale szybuje, niczym smok kusiciel. Dopiero po klątwie Boga, po słowach: „Na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego życia”, miał utracić swoją dawną postać i zejść do roli pełzającego gada.
Jeśli więc tak było, jeśli rzeczywiście pierwotnie był smokiem, jego los jest jeszcze bardziej tragiczny. Upadek człowieka splótł się z upadkiem zwierzęcia – choć właściwie nie zwierzęcia, lecz istoty ponad-zwierzęcej, bytu stojącego na granicy między stworzeniem a demonem. Smok, który być może latał nad rajskimi drzewami, spadł na ziemię i odtąd miał się wlec w prochu, wyklęty i wzgardzony. W nim także rozbrzmiewa echo smutku i utraty.

Wąż rajski bywa przedstawiany jako ojciec wszelkiego zła, a jednak, jeśli spojrzeć wrażliwie, można dostrzec w nim cień nieukojonego żalu. Jego kara jest absolutna, nieodwracalna. Nie tylko człowiek został wygnany z Edenu. Także wąż – choć w inny sposób – został przeklęty i skazany na życie w wiecznym poniżeniu. Można powiedzieć, że wraz z człowiekiem upadła również zwierzyna. To dlatego do dziś wąż budzi w nas mieszaninę strachu i fascynacji, pogardy i respektu. Nie jest zwyczajnym stworzeniem, lecz żywym przypomnieniem o tragedii, która raz na zawsze rozdzieliła nas od pełni.
Niektórzy teologowie pytali nawet: czy wąż sam był winny, czy też stał się tylko narzędziem w rękach Złego? Czy to możliwe, że prawdziwy demon posłużył się jego ciałem, jak maską? Jeśli tak, to tym bardziej współczuć można zwierzęciu, które zostało wplątane w dramat większy od siebie. Wąż staje się tu tragiczną ofiarą kosmicznej intrygi – przebranym, udręczonym świadkiem upadku człowieka.

W ikonografii średniowiecznej nierzadko przedstawiano go z twarzą kobiety, jakby Ewa i kusiciel byli nierozdzielni. W sztuce renesansu wąż staje się niekiedy smokiem, owiniętym wokół drzewa poznania, z łuskami połyskującymi w złocistym świetle. Ten obraz mówi: nie tylko człowiek nosi w sobie smutek Raju utraconego. Także zwierzę – nawet to przeklęte – niesie w sobie pamięć dawnej chwały.
A może właśnie dlatego wąż nigdy nie zniknął z naszych mitów. Smok zabijany przez świętych rycerzy, potwór z legend, gad pełznący w trawie – to wszystko odbicia tamtego pierwszego, rajskiego. Zawsze obciążone piętnem winy i ciężarem kary.
Wąż w raju to nie tylko kusiciel. To także figura smutku, który nigdy się nie koi. Zwierzę wygnane razem z nami, choć inną drogą. Smok sprowadzony do roli pełzającego gada. Tragiczny świadek naszej pychy i naszego upadku.
