Prawie każda miejscowość w Polsce ma swój las, w którym coś się dzieje. Czasem to echo dawnych wojen, czasem tragiczna legenda, a czasem po prostu niepokój, który w człowieku budzi cisza i zbyt gęsty cień.
Z doktorem Tomaszem, teologiem i badaczem zjawisk granicznych, jedziemy do jednego z takich miejsc – niewielkiego boru na Mazowszu, gdzie według mieszkańców „kto wejdzie po zmroku, nie wróci tą samą ścieżką”.
Las, który oddycha nieco inaczej
Na pierwszy rzut oka – nic niezwykłego. Sosny, mech, ścieżka, po której ktoś niedawno przejechał rowerem. Ale im dalej wchodzimy, tym bardziej powietrze gęstnieje. W lesie słychać trzask gałęzi, jakby ktoś stąpał tuż obok.
– Lasy mają pamięć, mówi ni z tego, ni z owego dr Tomasz. – Splatają się nauki przyrodnicze z metafizyką. Każde takie miejsce gromadzi wspomnienia – ludzi, zwierząt, wydarzeń. I gdy człowiek wejdzie z otwartym lękiem, odbiera to wszystko jak obecność duchów.
Wchodzimy do nawiedzonego lasu…
Między mitologią a psychologią
Ludowe opowieści o nawiedzonych lasach są bardzo stare. Na Podlasiu mówiono o „błądzących ogniu” – duchu drwala, który zginął przy pracy. Na Pomorzu wierzono w „czarne psy bez oczu”, które pilnują mogił samobójców. Mowa tu więc o duchach zwierząt.
Z punktu widzenia teologii – tłumaczy Tomasz – człowiek potrzebuje symboli, by oswoić lęk przed miejscem, w którym kończy się kontrola. A las, z jego ciemnością i labiryntem dróg, od zawsze był obrazem nieświadomości.
Psychologia dodaje coś jeszcze: nasz mózg reaguje na ciszę, chłód i echo tak, jakby wykrywał zagrożenie. To pierwotny instynkt przetrwania, który zamienia cień w postać, a szelest w szept.
Gdzie duch spotyka wyobraźnię
W lesie pod Płockiem, gdzie podobno „straszy żołnierz bez twarzy”, pytam Tomasza, czy duchy w ogóle mogą przebywać w naturze, czy duchy istnieją w Polsce.
– Jeśli istnieją, to nie w sposób filmowy – odpowiada. – Raczej jako ślad energii, echo tragedii. Ale prawdziwym duchem lasu jest strach człowieka, który szuka sensu w tym, co nieznane.
Na skraju boru zatrzymujemy się przy starej kapliczce. Ktoś postawił świecę, ktoś inny zostawił kwiaty. Może z lęku, a może z szacunku – dla tych, którzy tu byli wcześniej.
Fenomen, który trwa
Dlaczego więc niemal każdy region ma swój „las, gdzie straszy”? Bo potrzebujemy takich miejsc – przestrzeni tajemnicy, gdzie rzeczywistość lekko się uchyla. Dziś to atrakcje turystyczne albo tło miejskich legend, ale dawniej pełniły funkcję duchową: przypominały, że nie wszystko da się wytłumaczyć.
Gdy wracamy, Tomasz mówi półżartem: – „Czasem to nie las jest nawiedzony, tylko my sami, naszymi wspomnieniami.”
Patrzę na ciemniejące drzewa i myślę, że może ma rację. Bo w każdym z nas jest choć kawałek lasu, do którego lepiej wchodzić powoli. Albo może nawet zawrócić i puścić się w te pędy!


