Serdeczny przybysz z Melmaka
Kiedy w 1986 roku amerykańska telewizja NBC wyemitowała pierwszy odcinek serialu „ALF”, widzowie natychmiast pokochali małego, kudłatego kosmitę. Jego prawdziwe imię brzmiało Gordon Shumway, a pochodził z planety Melmak, która niestety uległa katastrofie nuklearnej. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wylądował na Ziemi, prosto w garażu rodziny Tannerów.
Kosmita inny niż pozostałe ufoki
Alf był zupełnym przeciwieństwem patetycznych istot rodem z „2001: Odysei kosmicznej”, mutantów ze space oper czy groźnych Xenomorphów z „Obcego”. Oto jak wyglądał kosmita:
- włochaty,
- niski,
- miał długi ryjek i ogromny apetyt.
Najbardziej znany był jednak z tego, że uwielbiał koty… jako danie główne. To jego znak rozpoznawczy – i źródło ciągłych problemów w domu Tannerów, którzy akurat mieli kota o imieniu Lucky.
Humor ponad wszystko
Serial opierał się na kontraście między zwyczajną, amerykańską rodziną a nieokiełznanym temperamentem kosmity. Alf był sarkastyczny, bezczelny, ale też rozbrajająco szczery. To połączenie sprawiło, że z miejsca stał się ikoną kultury masowej.
Do dziś wielu widzów pamięta jego charakterystyczny, chrapliwy głos (w oryginale Paul Fusco, który również animował lalkę Alfa), a także jego celne riposty.

Fenomen i spuścizna
Serial „ALF” nadawany był przez cztery sezony (1986–1990) i liczył 102 odcinki. Choć zakończył się nagle i nie do końca zamknął wszystkie wątki, pozostawił trwały ślad w popkulturze.
Alf doczekał się filmów, kreskówki, komiksów, a nawet gier komputerowych. Stał się też bohaterem niezliczonych gadżetów – od pluszaków po kubki i koszulki.
Dlaczego Alf działał tak dobrze?
- Łączył kosmos i codzienność – kosmita zamiast ratować galaktykę, próbował zrobić kanapkę.
- Był antybohaterem – egoistyczny, leniwy, ale jednocześnie uroczy.
- Przemawiał do dzieci i dorosłych – dzieci śmiały się z jego wybryków, dorośli z ciętych żartów.
Alf dziś
Choć minęły dekady, Alf pozostaje symbolem lat 80. Jego wizerunek wraca w memach, wznowieniach serialu i nostalgicznych wspomnieniach fanów. A jego kwestia „Ha! I kill me!” (czyli: „Ha! Sam się rozwalam!”) wciąż bawi, nawet jeśli serial ogląda się dziś z lekkim przymrużeniem oka.
Alf udowodnił, że kosmita nie musi być straszny ani podniosły – może być po prostu szelmowskim sąsiadem, który zjada koty i rozwala system dowcipem.

Tak wyglądał naprawdę, ale musiał się ukrywać pod postacią gadającego mrówkojada

