Podróżuję po Polsce z notatnikiem i dyktafonem, jak samozwańczy agent Mulder w polskiej wersji „Archiwum X”. Moim celem są miejsca, w których miało dojść do spotkań z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. Na mapie wytyczam punkty: Emilcin, Gdynia, Wrocławskie lasy, okolice Nadarzyna. Wsiadam w samochód i ruszam w trasę.
Emilcin – wieś, która ma swój pomnik UFO
Pierwszy przystanek to Emilcin w Lubelskiem. To tu w 1978 roku rolnik Jan Wolski miał spotkać istoty z innego świata i wejść na pokład ich pojazdu. W centrum wioski stoi pomnik – betonowa płyta z symbolem UFO, pytanie, czy UFO istnieje jest więc wciąż nader nurtujące, i tablicą upamiętniającą „Spotkanie III stopnia”. Rozmawiam z panem Stasiem, mieszkańcem:
– My tu już przywykliśmy – mówi. – Dzieci chodzą koło pomnika jakby nigdy nic. Ale turystów przyciąga. A czy Wolski mówił prawdę? Trudno powiedzieć, ale żył skromnie, nie szukał sensacji.

Gdynia – zagadka z morza
Kolejny przystanek to port w Gdyni. W 1959 roku marynarze mieli wyłowić tajemniczy obiekt z morza. Dziś uważa się, że to był fragment radzieckiej sondy kosmicznej, ale legenda UFO trzyma się mocno. Na nabrzeżu pytam rybaka:
– Panie, to dawno było, ale w gazetach pisali, że coś dziwnego morze wyrzuciło. Czy kosmici? Kto to wie… Ale jest tu taki jeden, robił z nami jeszcze niedawno, on to sobie wymyślił, że widział anioła, widział oczy anioła, twarz, wszystko jakoby anielskie.
– Dziękuję – rzeczę i odchodzę, zadumany.
Wrocławskie lasy i świetliste kule
Pod Wrocławiem odwiedzam lasy, gdzie w latach 80. mieszkańcy mieli widzieć świetliste kule. Wieczorem stoję na polanie, patrzę w niebo. Cisza. Tylko świerszcze i odległy huk pociągu. Rozmawiam z panią Marią z pobliskiej wioski:
– Światła to każdy widział. Jakby coś wisiało w powietrzu, a potem zgasło. Niektórzy bali się chodzić nocą do lasu. Ale nikt nie znalazł żadnych śladów po istotach pozaziemskich.
Nadarzyn i inne tropy
W archiwach ufologicznych natrafiam na dziesiątki zgłoszeń: Nadarzyn pod Warszawą, Podkarpacie, Mazury. Wiele z nich brzmi podobnie:
- dziwne światła na niebie,
- obiekty zmieniające kierunek lotu,
- cisza, brak dźwięku silnika,
- poczucie obserwacji u świadków.
- wreszcie: nieodparte wrażenie, że kosmici są wśród nas.
Rozmowy z mieszkańcami są zawsze podobne – jedni wierzą, inni wzruszają ramionami. Ale niemal każdy zna kogoś, kto „coś widział”.
Sceptycy i wierzący
Z jednej strony są sceptycy – mówią o balonach, satelitach, atmosferycznych mirażach. Z drugiej – ufologowie, którzy zbierają relacje i twierdzą, że „nie wszystko da się wyjaśnić nauką”. A między nimi zwykli ludzie, którzy lubią myśleć, że może rzeczywiście ktoś patrzy na nas z góry.
Koniec podróży, początek pytań
Wracam z trasy z notatkami pełnymi głosów, opowieści, półśmiesznych anegdot i całkiem poważnych wspomnień. UFO w Polsce to trochę folklor nowoczesności – legenda, która żyje i karmi wyobraźnię.
Czy kosmici naprawdę odwiedzają polskie pola i lasy? Nie wiem. Ale wiem jedno – ludzie chcą, by to było możliwe. A jak mawiał Mulder: „Prawda jest gdzieś tam”.
