Blog o zwierzętach » Potwory » Kim byli orkowie? – rys psychologiczny byłych elfów

Kim byli orkowie? – rys psychologiczny byłych elfów

Źródło: Wikimedia Commons, Autor: U.S. Army

Książki fantasy oraz gry ukazują istoty humanoidalne takie jak orki, gobliny, czy ogry jako bezmyślne stwory. W książkach to było po prostu mięso armatnie tego złego, który przy ich pomocy chciał zniszczyć / zawładnąć świat. W grach to tylko po prostu farma ekspa. Nic ponadto. Tolkien – ten znany humanista, nawet on zrobił z nich bezrozumne istoty (zwykle jako bezimienną masę) kierujące się tylko chęcią niesienia zła i destrukcji, mimo iż według jego historiografii orki kiedyś były elfami, tylko że zniekształconymi przez okrutną czarną magię Saurona.

(Trzeba jednak oddać wielkiemu pisarzowi – że nikczemny Gríma Gadzi Język ma zdecydowanie ludzki rys).

Może jednak nie powinniśmy traktować orki w ten sposób? Były sceny w którym prowadzili dialogi. Może coś poza chęcią zabijania kryło się w ich duszach? 

Spróbujmy spojrzeć na to z perspektywy orka…

„Gorzki smak stali”

Wiatr smagał moje policzki, przyniosąc ze sobą zapach gnijących ziół. Helmowy Jar majaczył w oddali, jak rana w ciele góry. Patrzyłem na niego i czułem… coś więcej niż głód krwi. Coś, czego nie potrafiłem nazwać. Ciekawość? A może gniew? A może to była ta dziwna myśl, która czasem wpełza w mój umysł, gdy bębny milkną – czy naprawdę jesteśmy tylko prymitywną pałką w bladej i smukłej dłoni Sarumana?

Nie powiedziałem tego nikomu. Bracia by mnie wyśmiali w najlepszym wypadku, a pewnie rozpruli gardło. Uruk-hai nie zadają pytań. Uruk-hai idą naprzód. Ale ja… ja pamiętam dzień, w którym się narodziłem. Nie w łonie matki, jak te ludzkie ścierwa. W błocie, w ciemności, w bólu. Saruman mówił, że jesteśmy doskonali. Silniejsi niż orkowie, szybsi niż ludzie. Ale czy doskonałość to tylko zdolność do zabijania?

Patrzyłem na swoje dłonie – grube, pokryte bliznami, stworzone do miażdżenia kości. A jednak potrafiłyby też trzymać pióro, gdyby ktoś mi je dał. Potrafiłyby coś napisać. Może nawet coś pięknego. Śmieszne, prawda? Uruk-hai i piękno. Ha! Saruman by się roześmiał.

„Za Sarumana!” – ryknął dowódca, a echo odbiło się od skał. Bracia odpowiedzieli wrzaskiem, który wstrząsnął ziemią. Ja też ryknąłem, bo tak trzeba. Ale w środku… w środku zastanawiałem się, czy Saruman naprawdę jest naszym dobrotliwym ojcem, czy tylko hodowcą bydła.

Źródło: Wikimedia Commons, Autor: Josu Goñi Etxabe

Bitwa była jak burza – stalowa. Wrzaski mieszały się z hukiem taranów, z trzaskiem łamanych kości. Widziałem, jak moi bracia giną, rozrywani przez ostrza ludzi, przebijani strzałami elfów. A ja? Ja przeżyłem. Nie wiem jak. Może los sobie ze mnie zakpił.

Stałem w błocie, wśród ciał, gdy noc ustępowała świtowi. Helmowy Jar wciąż stał. My – nie. Saruman nas zdradził? Nie. Saruman nas porzucił. A może nigdy nie był ojcem, tylko rzeźnikiem.

Wędrowałem. Góry, lasy, rzeki – wszystko obce, wszystko wrogie. Ludzie mnie nienawidzili. Elfy mnie nienawidziły. Nawet orkowie, których spotkałem, patrzyli na mnie jak na przeklętego. Nie miałem komu służyć. Nie miałem celu. Tylko głód i pytania.

Czy naprawdę jestem zły? Czy zło to tylko to, co ktoś nam każe zabić? Nigdy nie znałem innego życia. Ale teraz… teraz nie miałem życia wcale.

Spotkałem ich w górach – kilku ocalałych uruków, paru orków. Wszyscy poranieni, niektórzy wręcz konający.

Jeźdźcy Rohanu przybyli o świcie. Wracali z wojny, nieźle pokiereszowani. Moi bracia ginęli jeden po drugim. Walczyłem do końca. Nie dla Sarumana. Nie dla wojny. Dla marzenia, które umierało razem ze mną.

Uruk w oczach Sarumana