Za oknem prawie listopad. Mgła wisi nad ulicą jak ciężka zasłona, a w filiżankach paruje mocna kawa. Spotykamy się z doktorem Tomaszem, teologiem, który od kilku tygodni bada polskie historie o duchach. Tym razem nie ruszamy w teren. Siedzimy przy stole i próbujemy odpowiedzieć na pytanie, które wraca jak echo: jeśli duchy istnieją, to jak właściwie wyglądają?
Kawa, notatnik i opowieści z drugiej strony
Dr Tomasz wyciąga zatłuszczony zeszyt pełen zapisków – relacje ludzi z całej Polski. Każda inna, każda nie do końca dająca się wyjaśnić.
– Niektórzy widzą postać w bieli. Inni tylko cień, mgnienie światła, zapach, powiew chłodu. Czasem to głos. Czasem obecność, której nie da się nazwać. Ale w każdej historii wspólny jest jeden element – uczucie, że ktoś jest obok.
Przywołuje opowieść z Warmii o duchu kobiety, który pojawia się w starym młynie, i historię z Podlasia, gdzie zmarły dziadek miał podobno przyjść „na pożegnanie”. Czasem duchy są łagodne, czasem niepokojące – ale niemal zawsze związane z emocją, żalem lub troską.
Wyobrażenia i kultura
W sztuce duchy mają swoje oblicze: od przeźroczystych zjaw z ballad Mickiewicza po bladoniebieskie postacie z hollywoodzkich filmów. Ale dr Tomasz przypomina, że w teologii chrześcijańskiej duch nie ma ciała ani koloru. Nie ma mowy o objawiąjącej się zjawie na wzór ducha Barbary Radziwiłłówny!

– To my, ludzie, nadajemy mu formę, by łatwiej go zrozumieć. Duch w białej szacie to symbol czystości, zjawa w ciemności – lęku. W rzeczywistości to obrazy naszego wnętrza.
Psychologowie dodaliby, że widzenie duchów może być projekcją pamięci – umysł przywołuje obraz ukochanej osoby tak intensywnie, że wydaje się realny. Ale czy to tylko złudzenie? Czy może coś więcej – sposób, w jaki dusza mówi do duszy?
Głuchy głos zza stołu
– Zauważ, mówi dr Tomasz, mieszając kawę, że w większości relacji duchy nie straszą. One przypominają. To nie potwory, tylko wspomnienia w ludzkiej formie.
Przez chwilę milczymy. W ciszy słychać tylko kapanie ekspresu i szum ulicy za oknem.
– Może więc nie ma znaczenia, jak wyglądają – dodaje po chwili. – Może wyglądają tak, jak chcemy ich zobaczyć. Tak, byśmy mogli jeszcze raz się pożegnać.
Wieczór zapada, kawa stygnie. Duchy – jeśli tu były – pewnie już wyszły, by szukać lepszych atrakcji, jak uprzejmi goście, nie trzaskając drzwiami. Ale coś zostaje w powietrzu: ciepło rozmowy, cichy niepokój, może zetlała odrobina nadziei. Bo czasem najbardziej realne są te rzeczy, o których trudno mówić w świetle dnia. Choćby taka kwestia – czy istnieją w Polsce duchy?…


