W lesie wyobraźnia ma wyjątkowo łatwą pracę. Nie potrzebuje scenografów ani kosztownych efektów specjalnych. Wystarczy powalony pień, splątany korzeń albo gałąź, która skręca się w nienaturalnym geście – i już, na krawędzi cienia, rodzą się istoty, które mogłyby zamieszkać w każdej baśni albo horrorze.
Z ciemności, z kory, z wykrzywionych linii
Czasem są to niegroźne (może tylko z pozoru) stworki o twarzach skrzatów. Innym razem – całkiem poważnie – pojawiają się w nich stworzenia znacznie mroczniejsze. Zupełnie inne istoty humanoidalne bądź też nie! To z takich układów światła i brył powstają leśne demony (należące do szerszej kategorii leśnych potworów): istoty utkane z naszej interpretacji przypadkowych form.
Na nieco przerobionym przez wyobraźnię zdjęciu widać właśnie jedną z nich. Twór o rysach, w których można odczytać pęknięcia kory. Zęby wyglądają jak ostre, wyszczerbione łuski drewna. Rogi przypominają zdeformowane konary. Całość jest jakby odlana z pnia i cienia, a jednocześnie sprawia wrażenie, jakby przed chwilą oderwała się od drzewa, żeby spojrzeć prosto w obiektyw.
Las jako pracownia lęków i legend
To właśnie magia lasu: przestrzeni, w której martwe elementy natury układają się w coś, co wygląda jak żywe. To tu rodziły się dawne opowieści o duchach drzew, opiekunach borów, strażnikach gajów. I nadal się rodzą – tyle że teraz w wyobraźni współczesnych wędrowców, którzy dostrzegają w korzeniach to, o czym pisał już Szekspir: kształty niepokojące, figury urojone, cienie dopowiadające resztę.
Leśne potwory nie istnieją jako gatunek, ale istnieją w naszej percepcji. Są prawdziwe jako efekt splotu światła, cienia i wyobraźni. Las tylko podsuwa materiał – resztę dopowiada człowiek. Właśnie dlatego każdy może znaleźć własnego „demona”: na pniu, na konarze, w tej dziwnej pajęczynie korzeni.


