Na starych pergaminach, w alchemicznych księgach, w rzeźbionych ornamentach i wizjach mistyków pojawia się znak tajemniczy: wąż gryzący własny ogon. To Uroboros – symbol, który przekracza granice kultur i epok. Dla człowieka wierzącego i czującego, dla badacza Istot i dla poety, jest to obraz tak prosty, a zarazem przejmujący: stworzenie, które samo się pożera, a jednocześnie dzięki temu trwa bez końca.
Wąż, od wieków zwierzę podejrzane i groźne, tu staje się strażnikiem wielkiej tajemnicy. Jego ciało zamyka się w krąg, a krąg – to kształt boskości. Nie ma początku ani końca, nie ma w nim „przedtem” i „potem”. Jest tylko teraz, a więc obraz wieczności. Chrześcijańska dewocja zna symbole podobne – aureolę świętych, koło nieustającej modlitwy, wieczne światło, które płonie przed tabernakulum. Wąż, choć nieczysty, w tej postaci zostaje oczyszczony, jakby i on sam poddany został transfiguracji.
Jung widział w Uroborosie figurę prapoczątku. Wedle jego języka – archetyp Matki, która połyka i rodzi w tym samym akcie. To symbol nieświadomości, stanu sprzed oddzielenia, sprzed wygnania człowieka z Raju. W kręgu zamkniętym nie ma jeszcze różnicy między światłem i ciemnością, męskością i kobiecością, Bogiem i stworzeniem. Jest jedność. Mistycy chrześcijańscy mówili podobnie, choć innymi słowami: o Bogu, który jest Alfą i Omegą (niczym Chrystus), początkiem i końcem, a jednak ponad wszelkim początkiem i końcem.

Dla pobożnych alchemików Uroboros był obrazem dzieła duchowego. Przemiany, która nigdy się nie kończy – nigdy nie jest skończonym triumfem, ale zawsze procesem. Człowiek pożera samego siebie, aby się odrodzić w czystszej formie. I tak aż do końca, który jest zarazem początkiem.
W sztuce dewocyjnej Uroboros bywał czasem łączony z krzyżem – jako znak, że wieczność i ofiara Chrystusa zamykają się w jednym geście. Ofiara nie jest jednorazowym wydarzeniem, ale rytmem, który pulsuje w świecie. Tak jak wąż, który zatacza swoje koło, tak i łaska nieustannie powraca.
A jednak w symbolu tym tkwi też groza. Czyż Uroboros nie jest obrazem świata zamkniętego, bez wyjścia? Czy nie przypomina duszy, która krąży w samsarze, nie mogąc się wyrwać ku zbawieniu? Tu pojawia się napięcie: dla chrześcijanina prawdziwe wyjście z kręgu daje dopiero Chrystus. Wąż, który sam siebie pożera, to człowiek polegający na sobie, szukający własną mocą pełni, której znaleźć nie może. Tylko łaska przełamuje zamknięty krąg.
Ale właśnie w tym napięciu tkwi siła symbolu. Uroboros mówi nam: oto widzisz wieczność natury, cykle narodzin i śmierci, powrotów i rozkładów. Oto świat taki, jaki jest. A teraz zdecyduj: czy chcesz pozostać w tym kręgu, czy wejść w inny – otwarty na Boga?
Dla Wyznawcy Istot Uroboros jest jednym z najczystszych znaków zwierzęcości przenikniętej sacrum. Bo oto zwyczajny gad, stworzenie śliskie i pogardzane, staje się ikoną najwyższej tajemnicy. Pokazuje, że nawet wąż, symbol zdrady i grzechu, może w pewnej perspektywie być odbiciem boskiego planu.
Uroboros trwa wciąż. W średniowiecznych manuskryptach, w psychologii głębi, w nowoczesnych logotypach, w sennych wizjach. Gryzie swój ogon, a my wpatrujemy się w niego jak w modlitewne koło różańca. Być może to właśnie on – nie smok, nie lew, nie orzeł – najpełniej ukazuje, jak zwierzę, nawet najmniejsze i najbardziej odrażające, może stać się znakiem transcendencji.
