Syreny to jedne z najbardziej tajemniczych i dwuznacznych istot w historii wyobraźni ludzkiej. Choć dzisiaj najczęściej kojarzymy je z postacią pół kobiety, pół ryby, wyłaniającej się z morskiej toni, to w najstarszych przekazach wcale tak nie wyglądały. W „Odysei” Homera, która jest najstarszym znanym źródłem, syreny przedstawione są jako istoty o kobiecych twarzach i ptasich skrzydłach. To nie tyle morskie nimfy, ile raczej hybrydy ptaków i kobiet, które przyciągały marynarzy nie pięknym ciałem, ale mocą swego głosu. W kulturze greckiej śpiew był siłą – mógł leczyć, wprowadzać w ekstazę, ale także uśmiercać. Dlatego śpiew syren był śmiertelną pokusą, obietnicą wiedzy, której nie wolno dotknąć.
Odyseusz, ostrzeżony przez Kirke, postąpił sprytnie: kazał swoim towarzyszom zatkać uszy woskiem, a sam dał się przywiązać do masztu statku. Dzięki temu mógł usłyszeć śpiew syren, ale nie ulec mu. Homerycka opowieść nie zdradza nam jednak, co dokładnie usłyszał. I właśnie w tej niejednoznaczności tkwi cała siła mitu. Czy były to słowa pochwały, obietnice rozkoszy, może zakazane tajemnice o przyszłości świata? A może sam ton głosu, tak piękny i przejmujący, że człowiek nie był w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o rzuceniu się w morze?
Muzykolodzy podejmowali próby rekonstrukcji tego, jak mógł brzmieć taki śpiew. Starożytne greckie skale i zachowane fragmenty zapisu nutowego wskazują, że melodie musiały być inne od dzisiejszych – bardziej monotonne, transowe, czasem pełne mikrotonów, które dla ucha współczesnego brzmią obco i hipnotyzująco zarazem. Być może właśnie to dawało poczucie, że słuchamy czegoś z innego wymiaru.
„Syreni śpiew” stał się metaforą dla wszelkich pokus, które wydają się kuszące i piękne, a ostatecznie prowadzą do zguby. To może być toksyczna miłość, złudna obietnica sukcesu, czy pragnienie rzeczy, które nas pochłaniają. Ale można go też odczytać inaczej – jako tęsknotę za przekroczeniem własnych granic, za doświadczeniem, które wymyka się codzienności. Syreny, choć nie istnieją w sensie biologicznym, żyją w nas – w naszych pragnieniach i w naszych słabościach. I może właśnie dlatego wciąż je słyszymy, choć nie płyniemy już statkiem Odyseusza.
