Zawsze mnie bawiło, jak smoki z biegiem lat traciły na powadze. Najpierw były jak katastrofa naturalna, potem jak boss do ubicia, a na końcu jak żart, który sam się podpala. Człowiek dorasta, a one jakby odwrotnie — im dalej w popkulturę, tym bardziej się kurczą. I właśnie dlatego warto sobie prześledzić, jak to się stało, że od Smauga — chodzącej apokalipsy — doszliśmy do gadziny pokonanej przez typa znającego jedno zaklęcie.
Ewolucja smoków w literaturze fantasy
Pierwszy to był Smaug – potężny, prawie że boski, bo nieśmiertelny jak elf. Mimo że nie mógł umrzeć ze starości; to jednak ciało jego można było przebić stalą. Ale smoka o wiele trudniej zabić niż elfika. Diamentowa kolczuga, która chroniła jego jedyną słabą stronę, czyli podbrzusze. Reszta ciała chroniła gruba łuska. Tutaj jednak wchodzi Deus ex machina; i za pomocą dość dziwnego zbiegu okoliczności człowiek za pomocą strzały z łuku zabija stwora o kilka poziomów potężniejszego. Mimo swego smutnego losu był jedną z najpotężniejszych istot w Śródziemiu, ustępując tylko Valarom, i może Mayarom. Symbol brutalnej siły. Czuć było respekt przed tym wielki gadem.

Później to był chyba Sapkowski – o ile dobrze kojarzę. Tam był smok, trochę już inny, ale nadal bardzo potężny. Przybrał w świecie Geralda przymiot zmiennokształtności. Dzięki bywał bardziej ludzki. Nie miał już cech tak inteligentnej istoty – pozostał zaś bestią. Bo co to za inteligencja, która jako jedyny cel stawia sobie zbieranie coraz większej ilości kosztowności, tylko dla samego jej posiadania?

/_/
( o.o )
> ^ <
ale za to doszły ludzkie słabości.”
W pewnym momencie pojawiły się też gry; choćby komputerowe RPG takie jak Baldur’s Gate czy Icewind Dale i książkowe wersje tych gier, gdzie mistrz gry bądź też mistrz podziemi oprowadzał graczy po krainie wyobraźni. Znaleźć tam można był wiele tych wielkich gadów. Były to przeważnie bossowie których trzeba było ubić by wykonać zadania lub też zdobyć potężne artefakty.
To już był takie smoki masowe. Nie tak jak wcześniej u Tolkiena. Nadal były to silne kreatury, ale w zasięgu przeciętnego poszukiwacza przygód (czyli takiego Bilbo Bagginsa!).
Ostateczną degradację smoka poczynił Pratchett. U niego to tylko małe jaszczurki które mogły w każdej chwili same się zdetonować.

I ostatnie wcielenie smoka – istota z książki „Jednym zaklęciem”. W wieku gimnazjalnym najlepsze! Przeczytana po raz drugi po latach. No dość ironiczna. Tam była gadzina, pokonana przez pseudomaga znającego jedno zaklęcie. No to już nawet większa potwarz dla smoczej rasy niż u Pratchetta,
I u twórcy Świata Dysku przynajmniej były takie bardziej tolkienowskie smoki, może żyły w innym wymiarze, ale udało się jednemu wyrwać z więzienia. Zabity podobnie jak w „Hobbicie” ale też trochę inaczej.

Serdecznie polecam quiz o smokach!

