Dawno, dawno temu, w wieży tak wysokiej, że chmury muskały jej blanki, mieszkała Roszpunka. Jej włosy były jak płynne złoto – długie, lśniące, miękkie jak najdelikatniejszy jedwab. Kiedy rozpuszczała je z okna, opadały w dół niczym wodospad ze słońca, sięgając niemal samej ziemi.Uwięziła ją Matka Gothel – kobieta o oczach zimnych jak kamień i uśmiechu ostrym jak nóż. Nie była jej prawdziwą matką, choć tak kazała się nazywać. W dawnych czasach, gdy Roszpunka była jeszcze maleńkim dzieckiem w kołysce, Gothel ukradła ją z kołyski rodziców. Ukradła, bo w żyłach dziewczynki płynęła magia – magia zamknięta w jej mieniących się złotem pasemkach.
Tęsknota Roszpunki – wysychającego kwiatuszka
Wystarczyło, by Roszpunka zaśpiewała starą kołysankę, a jej włosy rozbłyskały delikatnym, złotym światłem. To światło potrafiło leczyć rany, cofać zmarszczki, oddalać starość. Nikczemna Gothel co wieczór kazała jej śpiewać, a potem zanurzała dłonie w tych włosach i kradła ich moc dla siebie. Dlatego potrzebowała Roszpunki żywej. Dlatego trzymała ją w wieży, do której nie prowadziły żadne schody. „Matko, dlaczego nie mogę zejść na dół?” – pytała czasem cichutko Roszpunka.
„Bo świat na dole jest okrutny. Pełen wilków w ludzkiej skórze. Tylko ja mogę cię chronić” – odpowiadała Gothel i głaskała ją po głowie z taką czułością, że aż bolało. Ale Roszpunka już dawno przestała bać się wilków.
Każdego ranka stawała przy oknie i patrzyła w dal.
W dole falowały łany pszenicy, wirowały ptaki, sunęły obłoki. Wszystko żyło. Wszystko się ruszało. Tylko ona była zatrzymana w czasie – jak mucha w bursztynie.Czasem kładła dłonie na zimnym kamieniu parapetu i szeptała do wiatru:
„Chciałabym chociaż raz poczuć trawę pod bosymi stopami… Chciałabym usłyszeć, jak brzmi deszcz, kiedy nie dudni o dach wieży… Chciałabym wiedzieć, jak pachnie wolność.” Już dawno wywiodła ze swoich smutnych oczu wszystkie łzy.
Każdego dnia, kiedy rozczesywała włosy i splatała je w warkocz, w środku niej tliła się maleńka, uparta iskierka, śliczna jak perła w jej srebrnym diademie.
I to ona jej szeptała:
„Kiedyś te włosy nie będą łańcuchem.
Kiedyś staną się liną.
Kiedyś wypuścisz je w dół – i wstąpi po nich wybawienie.”

Melodia Roszpunki
Poznaj też historię o księżniczce i smoku!

