Dostaję cynk: w Opolskiem ktoś widział tyranozaura. Nie byle co, w końcu taki news zdarza się raz na kilka milionów lat. Pakuje się więc szybko w plecak, chwytam notatnik i ruszam tropem bestii. A tak w ogóle – czy tyranozaur żył w Polsce?
Pociąg kołysze się leniwie, a ja wyobrażam sobie łoskot prehistorycznych kroków gdzieś wśród pól i lasów. Może Opole stanie się polskim odpowiednikiem Parku Jurajskiego?
Pierwsze pytania zadaję w okolicznych wsiach. Ludzie reagują podobnie – życzliwy uśmiech, czasem lekka ironia w oczach. „Tyranozaur, pan powiada? No pewnie, tuż za zakrętem, proszę pytać w Górażdżach…”
Docieram więc pod Centrum Konferencyjne w Górażdżach. I rzeczywiście – oto stoi przede mną on, bestia prehistoryczna: olbrzym! Rozdziawiona paszcza, zęby jak sztylety, gotów pożreć nieostrożnego reportera. Robię krok w tył, serce bije mocniej.
Po chwili dostrzegam szczegóły – betonowa skóra, nieruchome oczy, brak jakiegokolwiek ruchu poza moją własną paniką. No tak. Cementowy tyranozaur, duma lokalnej firmy i swoista atrakcja regionu. Dinozaur z betonu, a ja dałem się nabrać.
Zawstydzony chowam notes, robię kilka zdjęć „na pamiątkę” i pakuję się z powrotem w pociąg. Kiedy ruszamy w siną dal, zostaje mi tylko gorzka refleksja: nie wszystkie tropy prowadzą do wielkich odkryć.
